niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 1

Na dworze King's Cross były tłumy jak to zazwyczaj 1 września. Ludzie witali się ze sobą, cieszyli się, że przeżyli wojnę. Co prawda minęło niewiele czasu od pokonania Voldemorta, lecz nareszcie nastały spokojne czasy. Wielu z nich nie straciło nikogo. Jednak były rodziny, którym okrutny los zabrał wszystko - majątek, godność, bliskie osoby. Niektórzy z nich załamali się, nie mieli przyjaciół, którzy by im pomogli.
Trójka Ślizgonów również wiele straciła w wojnie. Mimo, iż dopiero wkraczali w dorosły wiek musieli brać udział w tej bitwie. Batalia ta pozbawiła Theodora Nott’a rodziców, którzy byli co prawda w szeregach śmierciożerców, lecz w decydującej fazie przeszli na stronę dobra. To był ich błąd. Voldemort, który nie toleruje zdrady we własnych szeregach podstępem zwabił ich do Zakazanego Lasu i zabił ich. Młody Nott długo nie mógł się z tym pogodzić, ale dzięki swoim przyjaciołom oraz aktualnej dziewczynie, Pansy powoli wyszedł z depresji i teraz wracał ukończyć ostatni rok Hogwartu. Jego przyjaciel, Blaise Zabini, zmienił się dzięki zauroczeniu pewną dziewczyną. Na jednych z wakacji po ich 5 roku dostał wraz z Draco i Theo zadanie wyśledzenia i zabicia czystokrwistej osoby. Osobą tą okazała się pewna siebie i piękna Elisabeth Anderson. Oboje od razu zapałali do siebie niechęcią. Jednak wraz z upływem czasu chłopcy zgodnie stwierdzili, że nie są w stanie zabić tej dziewczyny, mimo tego, jaką nienawiścią pałała do nich, szczególnie do Pana Z. Postanowili stworzyć jeden z trudniejszych eliksirów Zapomnienia, który pozwalał modelować wspomnienia. Draco i Theo zajęli się jego przygotowaniem, a Diabeł wymyślił iście krwawą masakrę dziewczyny we wspomnieniach. Nie wiedział jednak, że los szykuje mu małą niespodziankę.
Draco Malfoy rozglądał się po peronie w poszukiwaniu swojej ukochanej, Hermiony Granger. Byli ze sobą już od roku, ale skrzętnie ukrywali to przed światem. Chłopak już dawno zmienił swoje nastawienie co do osób mugolskiego pochodzenia. Wpłynęło na to pewne wydarzenie, którego był świadkiem na wakacjach przed swoim 5 rokiem. Tak bardzo to nim wstrząsnęło, że, przez długi czas nie mógł się po tym pozbierać. Kiedy wrócił do Hogwartu, w nocy, nie mogąc spać, po cichu  wymykał się z dormitorium, szedł na Wieżę Astronomiczną i tam spędzał większą część nocy patrząc w gwiazdy. Pewnej nocy spotkał tam najmniej spodziewaną osobę. Granger również lubiła patrzeć w gwiazdy, lecz nie przewidziała tego, że ktoś będzie w jej ulubionym miejscu zaraz po bibliotece. Draco był wtedy tak zaskoczony, że nawet nie zorientował się, że został zauważony. Na początku była wzajemna niechęć. Żadne z nich nie chciało odpuścić wieczornych wizyt na wieży. Jednak z czasem zaczęli ze sobą rozmawiać o szkole, o ludziach. Tematu wojny nie poruszali. To było ich tabu. Po kilku miesiącach zorientowali się, że są w sobie zakochani. Oboje bali się tego uczucia, zaczęli się unikać. Jednak Snape, widząc rodzące się uczucie pomiędzy tą dwójką postanowił im trochę pomóc. Chciał, by jego chrześniak był szczęśliwy, bo traktował go jak swojego syna. Dlatego, kiedy na lekcji eliksirów wywołali kolejną kłótnie dał im tygodniowy szlaban w Izbie pamięci. Mieli wyczyścić tam wszystkie szkolne puchary oczywiście bez użycia magii. Nie mogli się od tego wymigać, więc chcąc nie chcąc musieli udać się na szlaban. Początkowo zachowywali się tak, jakby tego drugiego nie było. Dopiero pod koniec szlabanu, kiedy Draco, mając dość takiej atmosfery rzucił mokrą szmatką w Hermionę rozpętała się między nimi prawdziwa wojna. Dziewczyna wpadła we wściekłość i rzuciła się na Draco z pięściami.
- Ty wredna, obślizgła, niewychowana fretko! Co Ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że jak stałeś się kimś ważnym w moim życiu, to możesz robić takie rzeczy?! – warknęła, i dopiero po chwili zorientowała się co powiedziała. Spojrzała spanikowana na zszokowanego Malfoya i odskoczyła od niego szybko, chcąc uciec. Chłopak był jednak szybszy i złapał ją za rękę i przytrzymał.
- Co powiedziałaś?
Miona próbowała się wyrwać, ale on był za silny. Była jednak rasową Gryfonką, dlatego spojrzała mu odważnie w oczy i odpyskowała.
- A co Malfoy, głuchy jesteś? Uszy się myje. Ach, zapomniałam, że ty pewnie nie wiesz co to takiego kąpiel.
- Tak się składa Granger, że zapewne zażywałem kąpieli częściej w tym tygodniu, niż Ty w całym swoim życiu. A teraz bądź łaskawa i powtórz, co przed chwilą powiedziałaś - chłopak zmusił się do rzucenia jej groźnego spojrzenia, choć tak naprawdę już od jakiegoś czasu cieszył się na widok Granger, i takie wyznanie od niej samej to dla niego nie lada informacja.
Dziewczyna uśmiechnęła się wrednie.
- Spytałam się, czy jesteś głuchy - na widok jego zdenerwowania parsknęła dźwięcznym śmiechem. - Twoja mina jest bezcenna!
Gryfonka roześmiała się jeszcze bardziej widząc jego oburzone spojrzenie.
Chłopak powoli opanował rodzącą się w nim złość, bo wiedział, że to tylko jeszcze bardziej rozbawi jego rozmówczynię.
- Nie o to mi chodziło. Powtórz to, co mówiłaś przed moją rzekomą głuchotą.
Śmiech dziewczyny momentalnie ustał, ja wyraz jej twarzy zmienił się na lekko zawstydzony. Malfoy uśmiechnął się triumfalnie.
- Co, już Cię nie bawię?
Hermiona, zawstydzona, spuściła wzrok niezdolna do powiedzenia czegokolwiek. Cisza się przedłużała i stawała się coraz bardziej niezręczna, a ona nadal milczała. W końcu Draco, mając dość takiej atmosfery delikatnie, aby jej nie wystraszyć, podniósł jej twarz do góry, aby na niego spojrzała, a następnie odezwał się niezwykle czułym głosem.
- Proszę, powtórz co powiedziałaś.
Hermiona, zaskoczona takim tonem chłopaka, wyszeptała cicho.
- Kocham Cię.
Następną rzeczą jaką zapamiętała był mocny uścisk i ciche słowa.
- Ja Ciebie też kocham wredna Gryfonko.. –  następnie usta Dracona na jej własnych. Pocałunek był długi i namiętny, wyrażający miłość, pożądanie i strach przed nieznanym. Tak rozpoczął się ich związek. Wiedzieli o tym tylko oni i profesor Snape, który obiecał młodemu chrześniakowi czuwać nad bezpieczeństwem jego ukochanej. Co prawda, Diabeł i Theo podejrzewali, że jego przyjaciel z kimś się widuje, ale nie pytali o szczegóły wiedząc, że powie im to sam kiedy będzie na to gotów. Spotykali się przeważnie w nocy, na wieży Astronomicznej albo w Pokoju Życzeń. Ich schadzki przepełnione były dużą ilością pocałunków, ale też i rozmów na temat przyszłości. Oboje mieli świadomość, że jest ona niepewna dla nich obojga. Mimo wszystko, cieszyli się każdą nocą spędzoną razem.
Podczas poszukiwań horkruksów, kiedy Hermiona zdecydowała się pomóc Harry’emu ich związek przeszedł bardzo ciężki kryzys. Draco był przeciwny temu, aby jego ukochana poszła na tak niebezpieczną misję. Jednak ona, jako rasowa Gryfonka sprzeciwiła się mu, co spowodowało potężną kłótnie. Dopiero podczas złapania dziewczyny przez szmalcowników, kiedy młody dziedzic mógł tylko bezradnie patrzeć na tortury, które zadawała jej jego ciotka, Bellatrix, zrozumiał że ta mała i wredna Gryfonka jest dla niego wszystkim. Podczas decydującej bitwy w Hogwarcie nie przeszedł na ciemną stronę w momencie, jak wołał go Czarny Pan i jego ojciec. Patrząc na nich z wyższością podszedł do Miony i przytulił ją na oczach wszystkich, co wywołało ogólny szok. Lucjusz wpadł w szał i zaatakował swojego pierworodnego, ale zaklęcie zatrzymał Severus. I w ten sposób dwaj dotychczasowi przyjaciele stanęli po przeciwnych stronach różdżki. Ich walka trwała bardzo długo, ale dzięki umiejętnościom strategicznym wygrał ją profesor posyłając starszego Malfoya na stałe do Azkabanu. Później, kiedy Złoty Chłopiec pokonał Voldemorta, wszystkich ogarnęło szczęście. Znaczy, prawie wszystkich. Śmierciożercy, którzy do końca stali po stronie zła zostali skazani na Azkaban. Dużo osób zostało rannych, albo zabitych. Straty były po obu stronach.
Hermiona wraz ze swoim ukochanym pomagali w tworzeniu eliksirów, gdyż przez wojnę zapasy bardzo mocno się uszczupliły, a jako że oboje byli najlepsi, Snape wspaniałomyślnie pozwolił sobie pomóc. Siedzieli praktycznie zamknięci w prywatnych kwaterach profesora przez blisko tydzień. Właśnie podczas tego czasu doszło między nimi do ich pierwszego razu. Draco był bardzo delikatny i wyrozumiały dla swojej kochanki. Hermiona, mimo lekkiego strachu pozwoliła się prowadzić chłopakowi i nie pożałowała. Malfoy sprawił, że krzyczała i wiła się z rozkoszy chcąc więcej i więcej. Draco z uśmiechem obserwował reakcje swojej ukochanej ciesząc się, że tak na nią działa. Pierwszy raz zbliżył ich do siebie jeszcze bardziej. Oboje, po pomocy w odbudowaniu Hogwartu pojechali na wakacje na Karaiby, gdzie Narcyza Malfoy miała swój dom. Spędzili tam ponad miesiąc na lenistwie, kochaniu się i pływaniu w oceanie. Mionie udało się nawet namówić swojego chłopaka na kontynuowanie nauki i zaliczeniu ostatniego roku. Draco, chociaż z początku niechętnie do tego podchodził po usłyszeniu, że Wiewiór z Bliznowatym również wracają do Hogwartu od razu poczuł, że ten rok będzie jeszcze ciekawszy. Wiedział bowiem, że Weasley skrycie podkochiwał się w swojej przyjaciółce i za punkt honoru obiecał sobie jeszcze bardziej uprzykrzać mu życie i pokazywać, jacy są z jego małą złośnicą szczęśliwi.
Teraz, stojąc na stacji rozglądał się za swoją ukochaną.
- Ejj, nie widzieliście Miony? – popatrzył z wyczekiwaniem na swoich przyjaciół.
- A czy my wyglądamy na wróżbitów? – Blaise posłał mu litościwe spojrzenie i wrócił do uśmiechania się do każdej pięknej dziewczyny, którą tylko zobaczył. Natomiast Theo nawet nie zwrócił uwagi na to, że Malfoy coś powiedział, bo stał pochłonięty przez swoje myśli z Pansy uwieszoną u jego ramienia. Draco machnął tylko ręką na nich i wrócił do patrzenia za Mioną. Jego poszukiwania przerwał pełen niedowierzania okrzyk Blaisa.
- O kurwa! – pozostała dwójka podążyła za wzrokiem przyjaciela i już wiedzieli co wywołało u niego szok.
- Czy .. czy to jest ta dziewczyna, którą.. ? – po raz pierwszy odezwał się Nott, teatralnie urywając zdanie w połowie.
- Tak .. To Elisabeth Anderson.. – Diabeł nie mógł oderwać wzroku od długonogiej szatynki, za którą oglądali się prawie wszyscy chłopcy z siódmego roku. Jej krótkie spodenki odsłaniające boskie nogi a do tego buty na koturnie i jasna bokserka sprawiły, że wszystkim na jej widok pociekła ślinka. Obok niej szła mniej rzucająca się w oczy i niższa od niej brunetka.  Miała na sobie zwiewną sukienkę i podobne do jej przyjaciółki buty na koturnie. Obie chyba nie zdawały sobie sprawy jakie zainteresowanie wywołały wśród płci przeciwnej.
- Co ona tutaj robi do cholery?! – podniesiony głos Blaise’a przetoczył się po stacji, co zwróciło uwagę Elsy. Odwróciła się w jego stronę zaalarmowana jego krzykiem i warknęła w jego stronę.
- To samo co ty, Zabini!
- Nie mów, że będziesz chodziła do Hogwartu! - podszedł do niej ze złością wypisaną na twarzy.
- Tak się składa, że będę! - przysunęła się jeszcze bliżej i hardo spojrzała mu w oczy, a następnie syknęła - i będę w Slytherinie.
Parsknął jej śmiechem prosto w twarz.
- Chyba sobie ze mnie kpisz! Ty się nie nadajesz do tego domu! Powinnaś wylądować wśród głupiutkich i milutkich Puchonek - ostatnie zdanie powiedział z iście ślizgońskim uśmiechem na ustach. Dziewczyna wyprostowała się i chcąc już odejść, na odchodnym nadepnęła mu swoim sandałkiem na wysokiej koturnie na stopę, a następnie ze słodziutkim spojrzeniem i niewinnym uśmiechem pogłaskała go niby po przyjacielsku po ramieniu.
- Ups, wybacz ten wyskok głupiutkiej i milutkiej ślizgonce. – wyraźnie zaakcentowała trzy ostatnie słowa.
Blaise zasyczał z bólu.
- Ty suko! Jeszcze mi za to zapłacisz!
Z wrednym uśmiechem zalotnie puściła mu oczko i wróciła do swojej przyjaciółki. Kiedy oddaliły się dostarczająco daleko od całej trójki Rosa zapytała cicho.
- To był ten chłopak, o którym mi mówiłaś?
- Tak.. - syknęła rozjuszona dziewczyna wkładając swoje walizki do przedziału, który zajęły - Wredny, zapatrzony w siebie, bogaty dupek, który myśli, że jest panem świata!
- To dlatego masz rumieńce na policzkach i roziskrzone spojrzenie ? - próbowała ukryć rozbawienie, ale kiepsko jej to wyszło.
- Bo mnie wkurzył! - rozłożyła się wygodnie na fotelu, ale cały czas była spięta i zdenerwowana - Baran.. Uważa, że jestem gorsza od niego i nie mogę być w Slytherinie..
- Siostrzyczko uspokój się .. Wiesz doskonale, że nie warto się takimi przejmować.. – zajęła fotel na przeciwko niej - ich należy ignorować bo to ich jeszcze bardziej wkurza.
Kiwnęła głową i oparła głowę o szybę, patrząc na uciekający krajobraz za oknem.
Rose również patrzyła w tamtą stronę, ale jej myśli zaprzątał pewien Ślizgon i nie mogła pozbyć się jego obrazu ze swojej głowy. Westchnęła tylko cicho i sięgnęła do torby po książkę.
Elsa po kilku minutach najzwyczajniej zasnęła, jak to miała zwyczaj robić w najmniej oczekiwanym momencie. Jej przyjaciółka pokręciła tylko w rozbawieniu głową i po przykryciu jej wyczarowanym kocem pogrążyła się w lekturze. Obie jeszcze nie wiedziały, że przypadkowe spotkanie Srebrnej Trójcy będzie miało dalsze konsekwencje.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

W innym przedziale trzech Ślizgonów starało się nie rozmawiać o tych dziewczynach, ale temat mimowolnie się na nich kończył.
- Ja tej całej Elisabeth jeszcze pokaże.. Ona mnie popamięta.. - Blaise jak zwykle był w gorącej wodzie kąpany.
- No, niby co jej zrobisz, Diable? - Draco nawet na niego nie patrzył, skupiony był na kontemplowaniu urody Hermiony, która zasnęła na jego kolanach.
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyśle! Nikt nie będzie obrażał Blaisa Diabła Zabiniego!
Theodor tylko pokręcił głową z politowaniem i znów zapatrzył się w okno.
- A ty o czym tak myślisz? -  Blaise szturchnął go stopą.
- O niczym ważnym.. - to, o czym myślał, nie mogło się spełnić, gdyż dziewczyna, która spodobała się mu na peronie, była przyjaciółką Wroga-Publicznego-Numer-Jeden-Zaraz-Po-Potterze jego przyjaciela.
- Tak w ogóle to gdzie jest twoja dziewczyna? - skrzywił się na sam dźwięk tego, co powiedział.
- Siedzi w przedziale gdzieś z Greengrass i malują paznokcie, najprawdopodobniej..
- Merlinie.. Nie rozumiem, co ty w niej widzisz.. Przecież to pusta lala, która łasi się tylko na twoje galeony..
Nott wzruszył ramionami nieprzejęty ich opinia. - Mnie się podoba..
- Taak? A co najbardziej się Ci się w niej podoba? -  Draco postanowił dołączyć do rozmowy.
- To, że... - zastanowił się przez chwilę, i tak naprawdę nie było żadnej rzeczy, która podobałaby się mu w niej - że jest ładna.
- Jeśli lubisz tony makijażu to tak. - Draco posłał mu znaczące spojrzenie - przyznaj się, że nie ma w niej nic, co mogłoby cię w niej pociągać..
- Nieprawda! -chłopak odpowiedział zdecydowanie za szybko i nie czekając na jakiekolwiek docinki swoich przyjaciół, zdenerwowany wyszedł na korytarz. Blaise że zrezygnowaniem pokręcił głową.
- Kiedy do niego dotrze, że Pansy to nie dziewczyna dla niego…
- Myślę, że już niedługo. - Draco odgarnął niesforny kosmyk, który wydostał się z koka Gryfonki i opadł jej na policzek, przez co poruszyła się niespokojnie, ale się nie obudziła.
- A  jak tam sprawy między tobą, a panną Wiem-To-Wszystko?
Blaise wyszczerzył się radośnie do niego w czymś, co miało przypominać uśmiech.
- Nie widać na załączonym obrazku? - odwzajemnił uśmiech, ale jakby mniej entuzjastycznie.
Zaintrygowany jego reakcją uniósł jedną brew.
- Czyżby? Bo jakoś nie widzę zbytniej radości u ciebie.
- To nie rozmowa na teraz Diable.. - pokręcił głową.
- Jasne.. - nie pytał już o nic więcej, ale postanowił sobie, że jak tylko zostaną sami, to wyciśnie wszystko z tego blondasa. Z takim postanowieniem bez słowa wyszedł z przedziału nastawiony na Wielki Podryw.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

- Nareszcie na miejscu..
Elsa z zainteresowaniem przyglądała się zamkowi, który przed nimi był.
- Spodziewałaś się, że będzie taki ogromny? – dołączyła do niej Rose dźwigająca za sobą kufer, który postawiła obok siebie z ciężkim sapnięciem.
- Hmm.. Szczerze, to myślałam, że będzie większy. – posłała jej lekko zawiedzione spojrzenie.
- Większy?! Przecież ten  zamek jest ogromny!
Brunetka popatrzyła z niedowierzaniem na swoją przyjaciółkę.
- Dobra, nieważne. Chodźmy zobaczyć jak wygląda w środku – złapała ją za rękę i prawie siłą wciągnęła do środka, wcześniej odsyłając kufry do ich dormitorium.
- Powoli! – dziewczyna z ledwością nadążała za swoją przyjaciółką mimo iż obie były w wysokich butach.
- Pośpiesz się leniu! – Elsa z zafascynowaniem weszła do zamku i zaparło jej dech.
- Łał. – to jedyne określenie, które było w stanie opuścić jej usta.
- To mało powiedziane.. – Rose stanęła na środku wielkiego Holu i z otwartą buzią rozglądała się dookoła – tu jest niewyobrażalnie pięknie.
- Ooo taak.
Obie dziewczyny, wciąż będąc w szoku ruszyły dalej za tłumem rozglądając się na wszystkie strony i chłonąc widoki. W końcu doszły do Wielkiej Sali, która również sprawiła, że westchnęły z zaskoczenia.
- Tu jest wspaniale. – szatynka pokiwała z entuzjazmem głową.
Zafascynowane, ruszyły do stołu, ale Profesor Snape zagrodził im drogę.
- Panno Anderson, panno Blade, proszę za mną.
Zdziwione dziewczyny ruszyły posłusznie za nim. Zaprowadził ich na podest na którym stał stół nauczycielski.
- Proszę tutaj poczekać. Zostaniecie przedstawione całej szkole zaraz po przydzieleniu uczniów do domów, a następnie udacie się do stołu Ślizgonów. Zrozumiałyście?
Obie szybko pokiwały głowami będąc lekko onieśmielonymi.
- Doskonale – rzekł ponuro i powiewając swoimi szatami, poszedł na swoje miejsce nauczyciela.
- On jest naszym opiekunem? – Rose szeptem zapytała Elsy.
- Chyba tak. – wzruszyła ramionami skupiona na uczniach.
Po kilku minutach do WS weszła McGonagall wraz z mokrymi i przerażonymi pierwszorocznymi. Podeszła blisko miejsca, w którym stały dziewczyny. Ceremonia przydziału przebiegła szybko i bez zakłóceń. Kiedy ostatni uczeń dołączył do odpowiedniego domu, do mównicy podszedł dyrektor.
- Witam was w tym nowym roku szkolnym. Cieszę się, że tylu siedmiorocznych postanowiło dokończyć Hogwart – uśmiecha się dobrotliwie – mam do was kilka słów. Pierwszoroczni jak i reszta niech zapamiętają, że obowiązuje zakaz wstępu do Zakazanego Lasu. Niektórzy o tym zapominają. Pan Filch prosił mnie również, bym wam przypomniał, że pomiędzy lekcjami, na korytarzach, nie wolno używać żadnych czarów. Dotyczy to wszystkich. Każdy, kto jest zainteresowany grą w Quidditcha w barwach swojego domu, proszę się zgłosić do pani Hooch – objął swoim wesołym spojrzeniem znad okularów całą salę – i jeszcze jedno. W tym roku mamy dwie uczennice, które postanowiły dokończyć naukę tutaj, w naszym zamku. Jest to sytuacja wyjątkowa, bo jeszcze nigdy nie miała miejsca w Hogwarcie.
Przeniósł wzrok na speszone dziewczyny i przywołał ich ruchem ręki. Posłusznie podeszły do niego z rumieńcami na twarzy.
- Proszę przywitać nasze dwie nowe, siedmioroczne uczennice: Panny Elisabeth Anderson i Rosalie Blade!
Rozległy się gromkie brawa i gwizdy głównie ze strony mężczyzn. Po opadnięciu emocji Dumbeldore kontynuował przemowę.
- Obie panie zostały wcześniej przydzielone i trafiły do Slytherinu – rozległy się lekkie jęki zawodu, a przy stole Ślizgonów pomruk zadowolenia, oczywiście nie ze strony wszystkich – Dziękuję za uwagę i zapraszam do jedzenia!
Na stołach momentalnie pojawiły się wyszukane potrawy, a także butelki z sokiem dyniowym i innymi napojami. Dyrektor podszedł do przyjaciółek.
- Proszę zająć miejsca przy stole i życzę miłej nauki, moje drogie.
Dziewczyny kiwnęły tylko w podziękowaniu głowami i ruszyły na poczęstunek.
Rosalie zajęła miejsce obok swojej przyjaciółki przy stole ślizgonów i przywitała się z nowo poznanymi kolegami, by po chwili stwierdzić, że Elisabeth z wielką zawziętością unika pewnego morderczego spojrzenia skierowanego prosto na nią.
- Patrzy na ciebie - Rose postanowiła podręczyć przyjaciółkę, która właśnie pochłaniała kolejna porcję lodów czekoladowych.
- Nie mów mi o nim. - warknęła wkurzona i popatrzyła na nią takim samym wzrokiem, jak na nią patrzył ktoś inny - Staram się go ignorować, jak mi kazałaś. Może się odczepi...
- Myślę, że to nie będzie takie proste. - przyjaciółka poklepała ją po ramieniu z mimowolnym uśmiechem - Jest tak samo uparty jak i ty.
Elsa postanowiła to przemilczeć i dokończyć swój deser, którego jadła już drugą dokładkę, skrzętnie ignorując przystojnego Ślizgona.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Na kolacji inaugurującej Nowy Rok Szkolny, Blaise z chęcią mordu w oczach kroił swoją mięsną roladkę, a jego przyjaciele tylko kręcili z politowaniem głowami patrząc raz na dwie nowe uczennice Slytherinu, a raz na Blaisa pożerającego jadowitym wzrokiem tę bardziej pyskatą
- Zakładam się z tobą, stary o butelkę ognistej, że coś z tego będzie. - szepnął Draco do Theo z niegrzecznym uśmieszkiem.
- Przyjmuję. - powiedział z uśmiechem drugi Ślizgon, podając mu rękę.
Obaj uśmiechnęli się do siebie szeroko wiedząc, że ten rok zapewni im niezapomnianych wrażeń i przygód w postaci Blaisa i Elisabeth.


♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Witajcie!
Wiem, że musieliście długo czekać, ale już jest! Oto pierwszy rozdział. Szczerze mówiąc, to jestem z niego zadowolona, ale szczerą i zapewne 'bezwzględną' opinię wydacie Wy, drodzy czytelnicy. :)
Dziękuję za każdy komentarz tutaj pozostawiony.
Co do kolejnego rozdziału, postaram się, aby był szybciej.
Pozdrawiam i życzę przyjemnego czytania,
Wasza SEL ♥

2 komentarze:

  1. Hej! Rozdział jest fajny choć czuje mały niedosyt z powodu małej ilości scen z Herm i Draco, ale to dopiero początek więc mam nadzieje że ich historia się rozkręci. Wątek Blaisii Elisabeth moim zdaniem jest strasznie podobny do historii D i H, najpierw nienawiść a potem miłość (o ile w planie jest to że będą razem) Ogólnie fajny rozdział i czekam na kolejne.
    Dużo weny:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Rozdział jest fajny choć czuje mały niedosyt z powodu małej ilości scen z Herm i Draco, ale to dopiero początek więc mam nadzieje że ich historia się rozkręci. Wątek Blaisii Elisabeth moim zdaniem jest strasznie podobny do historii D i H, najpierw nienawiść a potem miłość (o ile w planie jest to że będą razem) Ogólnie fajny rozdział i czekam na kolejne.
    Dużo weny:-)

    OdpowiedzUsuń