czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 3.



Słysząc, że dziewczyna zasnęła, poczekał jeszcze kilkanaście minut, aż zaczęło się rozwidniać. Ostrożnie wstał z łóżka i boso poszedł do łazienki robiąc przy tym tyle hałasu, co duży kot. Westchnął zastanawiając się nad tym wszystkim. To nie może tak dalej wyglądać. – pomyślał. – Jestem tu nikomu niepotrzebny. Muszę zrobic coś z sobą i ze swoim życiem, bo już sam nie wiem, czego chcę.

Oparł się obiema dłońmi o umywalkę i spojrzał na swoje odbicie. Nigdy nie przeczył, że był przystojnym mężczyzną. Ale po co mu uroda, skoro nie mógł poradzić sobie ze swoim żywotem? Nie potrafił go kontrolować i utrzymać na dobrej ścieżce. Przemył twarz lodowatą wodą. Już wiedział, co musi zrobić. Już postanowił, co będzie najlepszym wyjściem z tej całej sytuacji. Wyciągnął z kieszeni różdżkę i rzucił na łazienkę zaklęcie wyciszające. Dłonią zaciśniętą w pięść uderzył w lustro, które rozbiło się na kilkadziesiąt kawałków. Podniósł jeden z nich i usiadł na krawędzi wanny wyciągając przed siebie lewą rękę. Tak będzie dla wszystkich lepiej. – pomyślał – i tak nie mam już tutaj czego szukać, za chwilę wszyscy i tak o mnie zapomną.
Syknął, gdy szkło rozcięło jego skórę pozostawiając pierwszą, głęboką szramę na jego skórze w kolorze oliwkowym. Z każdą chwilą czuł, jak jednocześnie negatywne emocje odchodzą w niepamięć, ale i jego rozorane przedramiona pulsowały coraz większym bólem ociekając krwią. W końcu osunął się w kałużę własnej krwi i mimowolnie przymknął powieki. Wiedział, że koniec jest już blisko. Nawet nie walczył już o oddech. Po prostu czekał. Na śmierć, która nadchodziła nieubłaganie, ale jak dla niego zbyt powoli.



♥♥♥♥♥



Jakaś siła odrzuciła ją do tyłu. Krzyczała, nie z powodu swojego bólu, ale na widok tego, co robił z jej rodzicami śmierciożerca, którego twarz ukryta była w cieniu kaptura.

- Crucio! – Ich ciała spowiły się za zasłoną cierpienia. Jej mama już w pierwszej sekundzie działania tego okrutnego zaklęcia straciła przytomność. Tata nadal walczył. Krzyczał i zwijał się na podłodze czując otępiający i przenikający do szpiku kości ból. Kilka minut później Śmierciożerca przestał i zaklęciem ocucił nieprzytomną kobietę. Rosalie szlochała widząc tą scenę.
-Proszę, zabij mnie! Ich oszczędź.
Śmierciożerca głuchy na jej prośbę wycelował w nich różdżką.

-Avada Kedavra! – krzyknął i zielone światło pomknęło w stronę najpierw mamy, później taty. W końcu mężczyzna odwrócił się w jej stronę i zrzucił kaptur. Ujrzała twarz chłopaka. Przerażona wyszeptała cicho jego imię:

- Theo.. – Jednak chwilę później również w jej stronę poleciało śmiercionośne zaklęcie.
-Nie! – krzyknęła budząc się i gwałtownie siadając na łóżku. Wstała po chwili i otworzyła okno na oścież. Chłodne powietrze wyrwało ją do końca z koszmaru. Odetchnęła głęboko i odwróciła się z powrotem w stronę łóżek. Zmarszczyła brwi. Przecież pamiętała, że na posłaniu jej przyjaciółki powinien spać Ślizgon. Trochę zaniepokojona, zapukała do drzwi łazienki. Kiedy nie usłyszała odpowiedzi zdecydowanie otworzyła drzwi. To, co zobaczyła, sprawiło, że zebrało się jej na wymioty. Szybko uklękła przy chłopaku i sprawdziła jego puls. Był ledwo wyczuwalny. Ale był.

- Theo, obudź się.. – szeptała płaczliwie jednocześnie uderzając go w policzek. Położyła jego głowę na swoich kolanach i starała się opanować, żeby nie wybuchnąć płaczem i paniką. Powtarzała te słowa jak mantrę. W końcu zobaczyła, że obok niego leży jego różdżka. Nie miała swojej, więc szybko ją podniosła nie przejmując się tym, że cała pokryta była lepką, szkarłatną substancją.
- Expecto Patronum. – mruknęła pospiesznie, a przed nią pojawiła się bezcielesna mysz. – przekaż tą wiadomość do Elisabeth. Powiedz jej, że musi natychmiast przyjść do dormitorium, bo stało się coś strasznego i żeby przyprowadziła Blaisa albo Draco. Mysz zniknęła, a przerażona dziewczyna zaczęła powoli i delikatnie opatrywać rany chłopaka umazana w jego krwi po same łokcie.



♥♥♥♥♥



Elisabeth spała spokojnie jak gdyby nic. Mruknęła przez sen i wtuliła się mocniej w

przyjemnie wygodną poduszkę, chociaż wydała się jej ona trochę za twarda. Wciąż mając zamknięte oczy zaczęła ugniatać ją dłonią. Zerwała się na równe nogi, kiedy jej poduszka jęknęła z bólu i objęła ją w pasie.

- Co do.. – nie skończyła, gdyż zobaczyła wpatrzone w nią zaspane oczy Blaisa. Chłopak najzwyczajniej w świecie uniósł głowę i oparł się na łokciu, żeby lustrować ją spojrzeniem od czubków palców aż po cebulki włosów. Ślizgonka zerwała się jak najszybciej z łóżka i okryła jego kołdrą zdzierając ją z niego. – Zabini! Jesteś popieprzonym zboczeńcem! Wiedziałam, że to się tak skończy! – w międzyczasie chłopak zdążył wstać i stanąć przed nią. Ona patrzyła na niego wkurzona szczelniej okrywając się i nie spuszczając z niego wzroku, a w jej spojrzeniu nagle pojawił się strach, który nie umknął Diabłu. Zapytała cichym głosem:

- Zrobiłeś mi coś? – rozbawienie na twarzy chłopaka szybko zastąpił szok, a później wściekłość.

- Tak kurwa, jestem psychopatą, który gwałci śpiące kobiety.

Pokiwała tylko głową i rzuciła zimno. – Nigdy więcej tego nie rób. – chciał do niej podejść, ale ona się odsunęła i wyciągnęła dłonie przed siebie chcąc go odepchnąć i pozwalając, by kołdra opadła na podłogę. – I nie dotykaj mnie! – wrzasnęła.

- Co ja ci takiego zrobiłem, że tak mnie nienawidzisz?! – wybuchnął w końcu – Uratowałem ci życie ryzykując swoim? – dziewczyna przestraszyła się tego, że Blaise tak krzyczy. I to na nią. Chciała jak najszybciej stamtąd uciec z podkulonym ogonem, gdyż nagle zachciało się jej płakać. Wyglądała jak małe, zagubione i zaszczute zwierzę. Widząc to z chłopaka uleciała cała złość. Wiedziony instynktem rozłożył szeroko ramiona i wyszeptał:

- Chodź tu do mnie.. – spojrzała na niego załzawionym spojrzeniem z nutką niepewności, ale nim dziewczyna zdążyła zareagować do pokoju wpadł patronus Rose, który przemówił przerażonym głosem jej przyjaciółki

- Przyjdź do naszego dormitorium. Stało się coś złego. Weź Zabiniego albo Malfoya.

Mysz zniknęła, a oni spojrzeli po sobie zaniepokojeni i tak jak stali rzucili się do wyjścia. Nie minęło kilka sekund jak znaleźli się w pokoju dziewczyn.

- Rose? Gdzie jesteś? – Elsa rozglądnęła się po pustym pokoju. Z łazienki dobiegł ich cichy i przerażony głos: - Tutaj..

Czym prędzej ruszyli do pomieszczenia, a to co ujrzeli zmroziło im krew w żyłach. Blaise natychmiast przypadł do przyjaciela i zaczął oglądać opatrzone przez brunetkę pocięte ramię Theodora. Po dokładnym obejrzeniu ran wypuścił wstrzymane powietrze i opadł na kafelki i ukrył bladą twarz w dłoniach. Jak przez mgłę dochodziły do niego słowa zielonookiej.

- Kiedy zasnął.. kiedy myślałam, że śpi, mnie też zmorzył sen.. Ale przez koszmar obudziłam się przed świtem.. Otworzyłam okno i odwróciłam się w stronę łóżka, gdzie spał on.. Było puste.. Myślałam, że poszedł do łazienki, ale jak zapukałam, to nikt mi nie odpowiedział.. Otworzyłam drzwi i.. i.. – wzięła drżący oddech – było pełno krwi.. Theo leżał nieprzytomny.. Od razu sprawdziłam puls i jak tylko go wyczułam to opatrzyłam mu ramie i wysłałam po Elsę patronusa.. Resztę już znacie.. – przetarła policzek ręką zostawiając smugę krwi. Kiedy w końcu do Blaisa dotarły jej słowa, spojrzał na nią z wdzięcznością.

- Dziękuję, że go uratowałaś.. – powiedział cicho i podniósł przyjaciela zaklęciem lewitacji. Chciał go wynieść do ich dormitorium, ale Rose zaprotestowała.

- Zostaw go tutaj.. – popatrzyła na Elsę przepraszająco – to poniekąd moja wina. Ja go nie dopilnowałam i mu na to pozwoliłam, więc teraz ja powinnam się nim zająć.

Zabini chciał jej przerwać, ale uciszyła go ruchem ręki.

- Chcesz, żeby inni zobaczyli go w takim stanie? Chcesz go narazić na plotki i wytykanie palcami? – Ślizgon popatrzył na nią oceniająco, po czym ledwo zauważalnie pokręcił głową. Po chwili ciszy zwróciła się do nich obojga niepewnie.

-Czy.. Czy wy.. przez ten czas możecie zamieszkać razem?

Spojrzeli po sobie niby obojętnie, po czym Blaise rzucił po krótkim zastanowieniu:

- Tylko dla dobra Theo.

Za to Elisabeth popatrzyła niedowierzająco swoją przyjaciółkę i wyszła bez słowa. Brunet patrzył na zamknięte drzwi po czym westchnął ciężko i przeniósł wciąż nieprzytomnego przyjaciela na łóżko.

- Pójdę po Draco.. Wrócę dosłownie za kilka minut.

Zielonooka pokiwała tylko głową, wyczarowała sobie bujany fotel obok posłania, na którym leżał Theodor i usiadła.

- Będę tu przez cały czas, nie martw się. – Blaise posłał ostatnie spojrzenie dziewczynie i wyszedł.



♥♥♥♥♥



Draco obudził się jako pierwszy i od razu spojrzał na śpiącą kobietę która leżała nago obok niego. Mimo iż martwił się o swojego przyjaciela, nie mógł oprzeć się pokusie, aby w nocy uprawiać z nią seks. Miona była namiętna i pełna pasji i cieszył się, że jest ona zarezerwowana tylko dla niego.

Pocałował ją w nagie plecy i odsunął jedyny skrawek pościeli, który ją zasłaniał i zeszedł pocałunkami na jej krzyż. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk i zachrypniętym od snu głosem zapytała:

- Jeszcze Ci mało? – mówiła niby z rezygnacją, ale blondyn wyczuł pod nią nutkę oczekiwania i podekscytowania. Z uśmiechem na ustach odwrócił ją na plecy i opierając się na łokciach umieścił swoje ciało nad jej.

- Ciebie będzie mi ciągle mało, moja mała Gryfonko – opuścił głowę i pocałował jej malinowe i pełne usta. Hermiona mruknęła i objęła go ramionami oddając pocałunek. Jednak kiedy jedna z rąk chłopaka zaczęła krążyć po jej ciele oderwała się od niego.

- Draco.. bo jest coś, o czym musisz wiedzieć.. – jej głos był niepewny i lekko zdenerwowany.

Draco obudził się jako pierwszy i od razu spojrzał na śpiącą kobietę która leżała nago obok niego. Mimo iż martwił się o swojego przyjaciela, nie mógł oprzeć się pokusie, aby w nocy uprawiać z nią seks. Miona była namiętna i pełna pasji i cieszył się, że jest ona zarezerwowana tylko dla niego.

Pocałował ją w nagie plecy i odsunął jedyny skrawek pościeli, który ją zasłaniał i zeszedł pocałunkami na jej krzyż. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk i zachrypniętym od snu głosem zapytała:

- Jeszcze Ci mało? – mówiła niby z rezygnacją, ale blondyn wyczuł pod nią nutkę oczekiwania i podekscytowania. Z uśmiechem na ustach odwrócił ją na plecy i opierając się na łokciach umieścił swoje ciało nad jej.

- Ciebie będzie mi ciągle mało, moja mała Gryfonko – opuścił głowę i pocałował jej malinowe i pełne usta. Hermiona mruknęła i objęła go ramionami oddając pocałunek. Jednak kiedy jedna z rąk chłopaka zaczęła krążyć po jej ciele oderwała się od niego.

- Draco.. bo jest coś, o czym musisz wiedzieć.. – jej głos był niepewny i lekko zdenerwowany.

- Hmm? O co chodzi? – zassał mocniej jej sutek robiąc na nim malinkę i podniósł głowę. Dziewczyna otworzyła usta z zamiarem powiedzenia, co ją gnębi, kiedy rozległo się stukanie w szybę. Malfoy odwrócił się w tamtą stronę i zasępił się. Wstał bez słowa i podszedł, aby otworzyć okno. Sowa wleciała do środka, poczekała, aż przesyłka została odwiązana od jej nóżki i nie czekając na poczęstunek odleciała. Hermiona okryła się prześcieradłem i podeszła do swojego ukochanego przytulając się do jego pleców.

- Od kogo? – zapytała składając pocałunek między jego łopatkami.

- Z Ministerstwa – westchnął głośno odkładając list. – W sprawie mojego ojca...

Nie mówiąc nic więcej wrócił do łóżka. Dziewczyna ruszyła za nim i po chwili leżała przytulona do niego. Wiedziała, że Draco był skrytą osobą i jeśli będzie chciał to sam jej o tym opowie.



Scena +18



Blondyn objął ją ramionami i przysunął jeszcze bliżej siebie. Ona wtuliła się w niego mocno i rozchyliła delikatnie swoje uda. Młody Ślizgon wykorzystał okazję i przesunął swoją chłodną dłonią po wnętrzu jej uda powodując u niej dreszcz rozkoszy. Gryfonka pocałowała go w tors i jeszcze szerzej rozchyliła swoje uda, zapraszając go głębiej. Wplótł palce w jej włosy, a swoim torsem zaczął ocierać się o jej nabrzmiałe i twarde sutki.
- Och, Draco… - jęknęła cichutko Hermiona i zaczęła drapać go po jego idealnych, umięśnionych plecach.
- Nic nie mów. – zamknął jej usta pocałunkiem i jedną dłoń ponownie zaczął zsuwać w kierunku jej podbrzusza, żeby po chwili cofnąć ją z powrotem.

- Jeszcze.. – mruknęła – proszę.. Draco.. –zaczęła ocierać się o jego dłoń swoją mokrą i rozpaloną do granic możliwości kobiecością. Chłopak spełnił jej prośbę i wsunął w nią palec, którym zaczął poruszać delikatnie i zmysłowo, doskonale odnajdując miejsca, które jeszcze bardziej pobudzały Gryfonkę. Poruszyła się, układając w bardziej wygodnej pozycji i momentalnie dopasowała ruchy swoich bioder do ruchów jego dłoni.

Czując na swoich palcu jej wilgoć wyciągnął go, przybliżył do swojej twarzy i zaciągnął się jej zapachem.

- Tak wspaniale pachniesz .. – patrząc w jej zamglone oczy włożył palec do ust i zassał. Z ust dziewczyny wyszedł przeciągły jęk, a jej uda zacisnęły się. – A smakujesz jeszcze lepiej.. Jakbym jadł brzoskwinie..

Hermiona, nie mogąc znieść buzującego w niej podniecenia, które wzrosło jeszcze bardziej słysząc jego seksowny głos i to, co robił ze swoim palcem, rzuciła się na niego i pocałowała w te wszechwiedzące usta. Draco pozwolił jej przez chwilę dominować, ale kiedy tylko poczuł, jak jedna z jej dłoni zsuwa się w dół, aby sięgnąć do jego sterczącej męskości, natychmiast się ode niej oderwał. Jego następne ruchy były bardzo szybkie – przekręcił ją na plecy, uwięził jej nadgarstki w jeden dłoni i wszedł w nią mocno. Dziewczyna krzyknęła głośno czując, że jeszcze kilka ruchów i dojdzie.

- Draco.. – dyszała mu w usta – mocniej.. Weź mnie mocniej..

Blondyn tylko uśmiechnął się i wyszedł z niej nie patrząc na jej protesty.

- Musisz na to poczekać, moja mała Gryfonko. – włożył w nią dwa palce od razu poruszając nimi szybko.

Szatynka uniosła biodra wyżej, czując, że spełnienie jest już blisko. Przymknęła oczy chłonąc każdy dotyk i muśnięcie, które zaserwował jej narzeczony. Draco obserwował z uśmiechem każdą emocje, jaka pojawiła się na jej twarzy. Widział, jak wspina się na szczyt rozkoszy, a kiedy poczuł pierwsze skurcze jej pochwy przestał. Tak po prostu. Hermiona jęknęła głośno.

- Nie.. Nie przestawaj.. – arystokrata pochylił się nad nią i zlizał z jej piersi i szyi kropelki potu wysyłając do jej kobiecości kolejne fale podniecenia, które powoli stały się nie do zniesienia.

- Draco.. – otworzyła oczy, w których błyszczało nieme błaganie. Chłopak postanowił się nad nią zlitować. Nie uwalniając jej nadgarstków ponownie zanurzył się w jej ciasnej i niesamowicie wilgotnej cipce. Szybki wdech Hermiony powiedział mu, że jego ukochana nie potrzebuje wiele do osiągnięcia spełnienia. Poruszał się wolno, ale mocno i zaledwie po kilku takich ruchach poczuł jak jej mięśnie zaciskają się na nim, co sprawiło, że sam doszedł wybuchając w niej ciepłym nasieniem.



Koniec sceny +18



Oparł czoło o jej czoło oddychając trochę ciężko.

- Kocham Cię maleńka..

Hermiona uśmiechnęła się i pocałowała go czule w usta.

- Ja też Cię kocham, mój Ślizgonie..

Draco ułożył się obok niej i wziął w ramiona przytulając do siebie. Wtuliła się w niego ufnie i ziewnęła. Próbowała to ukryć, ale nie wyszło jej, bo po chwili usłyszała zadowolony głos blondyna.

- Zdrzemnij się skarbie.

Nie mając siły protestować ani tym bardziej kłócić się z nim, zwinęła się w kłębek przy jego boku. Nie minęło kilka minut, jak jej oddech się wyrównał i zapadła w spokojny sen.

Draco patrzył na nią z czułością, pomieszaną z samozadowoleniem. Zawsze potrafił doprowadzić ją do takiego stanu, że albo błagała go o jeszcze, albo niemal natychmiast po spełnieniu zasypiała.

Pocałował ją w czoło i sam przymknął oczy. Była dla niego wszystkim i nie miał zamiaru pozwolić, by odeszła. Bez niej nie istniał i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Ukrywając twarz w jej włosach, szepnął.

- Nigdy mnie nie zostawiaj..

Hermiona zacisnęła mocniej ramię na jego torsie jakby w odpowiedzi. Na usta niebieskookiego wpłynął delikatny uśmiech i upojony jej zapachem, udał się do krainy Morfeusza.

Nie dane im było jednak długo pospać, gdyż kwadrans później do ich dormitorium wpadła jak burza Blaise.

- Malfoy, rusz dupę i chodź natychmiast ze mną. – młody arystokrata otworzył leniwie jedno oko i okrył Hermionę.

- Czego się tak wydzierasz z samego rana?! – warknął.

- Chodź mówię i nie zadawaj pytań.

- Nigdzie się stąd nie wybieram. – blondyn zamknął na powrót oko. Dla chłopaka to było za dużo. Podszedł do łóżka i zwalił Draco z niego jednym ruchem nie zważając, że chłopak jest nagi. Po całym dormitorium potoczył się odgłos upadającego ciała i ciche przekleństwo.

- Czy Ciebie już całkiem pojebało Diable?! – blondyn podniósł się z wyrazem bólu i wściekłości na twarzy. Blaise był nad wyraz spokojny.

- Mnie nie, ale Theo tak. – młody dziedzic popatrzył na niego z zaskoczeniem.

- A co ma do tego Nott?

Blaise milczał chwilę, po czym powiedział cicho - próbował się zabić..

Wiele rzeczy wydarzyło się wtedy jednocześnie. Draco zerwał się z podłogi i nago podbiegł do drzwi, lecz zawrócił przypominając sobie o tym drobnym fakcie, Hermiona zaczęła cicho szlochać, a Blaise stał z załamanymi rękoma, gdyż wiedział, że gdzieś popełnił błąd, nie wysłuchał Theodora do końca, bagatelizował jego problemy . Z zamyślenia wyrwał go głos Malfoya.

- Zaprowadź mnie do niego.

Po chwili oboje znaleźli się w dormitorium dziewczyn. – Czemu on leży akurat tutaj? – Blondyn przysiadł na łóżku przy swoim przyjacielu i dotknał jego przedramienia unosząc wzrok na Blaisa, który stał tuż za oparciem fotela, na którym siedziała Rosalie.

- To.. To ja o to poprosiłam. – powiedziała cichutko dziewczyna. – To wszystko jest moja wina.. Przeze mnie tak się stało. To ja go nie dopilnowałam. I dlatego właśnie chcę.. Chcę się nim teraz zaopiekować.. – z trudem hamowała płacz.

- To nie jest twoja wina.. – Blaise położył dłoń na jej ramieniu - Przecież nikt nie wiedział o tym, ze on chce się.. – urwał i powiedział z goryczą. – Nawet my, jego najbliżsi przyjaciele.

- Ale ja powinnam się domyślić.. – pociągnęła nosem. – Wczoraj, jak do mnie przyszedł był taki załamany..

Blaise i Draco popatrzyli po sobie.

- A powiedział Ci co się stało? – kiedy Rose pokręciła głową westchnął i zwrócił się do Diabła: - musimy się dowiedzieć, co go skłoniło do tego.. Bo wątpię, że to, co stało się podczas wojny..

Panna Blade obdarzyła ich zdezorientowanym spojrzeniem, ale o nic nie pytała.

- Nie wiem.. Wiesz, że on nigdy nie chciał o tym rozmawiać.. – Zabini przeniósł wzrok na Theodora. – Nikt nie wie, co siedziało w jego umyśle..

Draco tylko pokiwał głową. Nagle coś mu przyszło do głowy.

- A ktoś powiedział Pansy, co się stało? – Blaise prychnął wkurzony.

- Ta dziwka nie zasługuje, żeby cokolwiek jej mówić. Nie rozumiem, co takiego Nott w niej widzi.

Blondyn wzruszył ramionami. – Miłość nie wybiera i ty sam dobrze o tym wiesz.

Chłopak puścił tą uwagę mimo uszu i zwrócił się do Rosalie.

- Może być nieprzytomny przez kilka dni. Jesteś pewna, że chcesz się nim zająć?

- Chcę – w głosie dziewczyny zabrzmiała cicha determinacja. Obaj ślizgoni nic już nie powiedzieli, tylko w ciszy patrzyli na spokojną i nienaturalnie bladą twarz ich przyjaciela.



♥♥♥♥♥



Siedzieli przy Theodorze cały dzień wychodząc tylko do toalety i na posiłki. Koło południa dołączyła do nich Miona, która podpowiadała Rose, co ma robić dalej ze stanem jego zdrowia. Powiedziała, jakie eliksiry ma użyć, żeby uzupełnić niedobór krwi i aby jego blizny nie były widoczne. Dziewczyna słuchała wszystkiego z uwagą. Na koniec podziękowała za rady i z trudem powstrzymała się, by nie dotknąć Theo. Był taki.. bezbronny. Z trudem wyrzuciła te myśli z głowy. Idiotko, on ma dziewczynę! Nie możesz myśleć o nim w tych kategoriach! – pomyślała i bardzo cicho westchnęła.

Nim się każdy obejrzał było już późno w nocy. Draco z Blaisem chcieli zostać z Theo, ale Miona im to wyperswadowała. Uściskali więc lekko Rosalie i rozeszli się do swoich pokoi.



Panna Blade poszła wziąć szybki prysznic. Ubrała się w dresy, bluzę dresową i znów usiadła na fotelu obok łóżka, gdzie leżał czarnowłosy. Sprawdziła tylko, czy nie ma gorączki. Odetchnęła z ulgą, kiedy okazało się, że jest ono chłodne. Ułożyła się tak wygodnie, jak tylko pozwalała jej na to konstrukcja fotela. Przywołała do siebie książkę, ale zaledwie po kilku stronach jej głowa opadła, a książka wysunęła się z jej dłoni, lądując na podłodze. Jej pierś unosiła się w równym rytmie.

♥♥♥♥♥

Witajcie!
Kolejny rozdział już za nami. Dodany dość szybko, ale mam nadzieję, że się ucieszycie, że ktoś go czyta. Byłoby bardzo miło gdybyście podzielili się ze mną swoimi odczuciami w komentarzach. Z góry dziękuję i zapraszam do lektury. 
Wasza SEL ♥♥♥

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 2.

Minął tydzień od rozpoczęcia roku szkolnego. Każdy zdążył się już przyzwyczaić do dwóch pięknych dziewczyn, które były tu nowe. Jednak, gdy tylko na horyzoncie pojawiała się Elisabeth i Blaise, wszyscy uciekali, gdzie się tylko dało, bo to połączenie zwiastowało wielkie szkody.
- Zabini, do cholery, oddaj mi moje wypracowanie z zaklęć! – warknęła dziewczyna i goniła chłopaka z różdżką po prawie pustym Pokoju Wspólnym.
- Tylko zerknę, czy moje się nadaje! – Zabini z wrednym uśmieszkiem popatrzył na nią wyzywająco i już zaczął się wspinać po schodach prowadzących do dormitorium jego i jego przyjaciela. Elsa w końcu nie wytrzymała i wyczarowała tuż przed Ślizgonem ścianę, na którą wpadł i nabił sobie guza, siarczyście przeklinając.
- Oddaj, bo dwa razy powtarzać nie będę! – dziewczyna była wściekła, że była taka nierozważna i zostawiła na chwilę wypracowanie na parapecie. Dlaczego on musi robić jej tak na złość?!
-Ty mała, okropna… - Blaise cisnął jej wypracowaniem, tuż pod nogi jej przyjaciółki Rosalie, która ze znużeniem obserwowała całą scenę.
-No jaka? – jej oczy się zwęziły, podeszła do niego i popatrzyła mu prosto w jego zdenerwowane spojrzenie. – Dokończ! Jaka jestem, ty paskudny, obślizgły dupku!
-Dupku?!
Theodor obecny w Pokoju Wspólnym podniósł się wreszcie z kanapy zaalarmowany tonem, jakim jego przyjaciel to powiedział. Wyczuwał, że wybuch jest blisko, więc podszedł do niego chcąc go uspokoić. Rosalie również to uczyniła, bo wiedziała, że jeśli tego nie zrobi, to straty mogą być liczone w ludziach.
- Diable, na Salazara! – Theo usiłował rozdzielić skłóconą dwójkę, lecz nim zdążył coś z tym zrobić, Blaise przerzucił sobie dziewczynę i mimo jej prób uwolnienia się od niego, kopania, szczypania i gryzienia, pozostawał niewzruszony, i wyszedł z nią z lochów ku zdziwieniu i zaskoczeniu wszystkich.
 
  
♥ ♥ ♥ ♥ ♥

-Postaw mnie dupku! – Elsa dość mocno jak na dziewczynę uderzała piąstkami o jego twarde plecy.
-Kobieto, odbijesz mi zaraz moje arystokratyczne płuca! – warknął i wyszedł z zamku, a następnie skierował się w stronę jeziora.
Widząc jego zamiary, pisnęła i mocno objęła go za szyję, gdyż panicznie bała się wody, i nie miała zamiaru tam wylądować.
-Proszę, proszę, proszę! Tylko nie woda, błagam! – przylgnęła do niego całym swoim ciałem i niechętnie, ale musiała przyznać, że jego perfumy, których zapach wdychała tuląc się do jego szyi, były dla niej kojące i uspokajające.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

W tym czasie w Pokoju Ślizgonów panował ogólny szok wywołany zachowaniem Zabiniego. Rose niepewnie popatrzyła na Theodora.
- On jej nic nie zrobi, prawda?
W niemym szoku pokręcił głową nadal wpatrując się w przejście, którym przed sekundą wyszedł jego przyjaciel ze swoim wrogiem przerzuconym przez ramię.
-Nie umiem ci odpowiedzieć na to pytanie, gdyż pierwszy raz widziałem go w takiej sytuacji.
- Muszę za nimi iść! - nie zważając, że jest w koszulce z krótkim rękawem, a na dworze nie jest za ciepło wypadła z pokoju wspólnego potrącając po drodze Pansy.
- Hej, uważaj jak chodzisz, pokrako! - parsknęła jak rozjuszona kotka i kręcąc zalotnie biodrami podeszła do swojego chłopaka i pocałowała go namiętnie.
- Witaj misiaczku.
-Nie mam teraz czasu, Pansy! - wyminął ją i pobiegł za Ros.
Pansy tupnęła jak małe dziecko.
- Ale to ja jestem Twoją dziewczyną i domagam się od Ciebie uwagi! - ale Theo już jej nie słyszał, gdyż był prawie w połowie drogi nad jezioro. Dogonił dziewczynę i podał jej swoją bluzę.
- Trzymaj, bo zmarzniesz - uśmiechnął się do niej ciepło i razem poszli w poszukiwaniu "kochasiów".
- Dziękuję.. - jej policzki pokrył delikatny rumieniec.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Theodor i Rosalie błądzili po błoniach w poszukiwaniu swoich przyjaciół, gdy zamachała do nich blond – czupryna.
-Cześć, stało się coś? – Draco i Miona siedzieli na ławce i wtuleni w siebie wygrzewali się w promieniach słonecznych.
-Diabeł znów wpadł w szał w Pokoju Wspólnym i dodatkowo ta mała, wredna Anderson go sprowokowała i skończyło się na tym, że przerzucił ją sobie przez ramię i wyszedł. – Theo opowiedział o tym, już wyraźnie zmęczony kłótniami pomiędzy tą dwójką.
-Nie… Nie widzieliście ich może?
Hermiona z entuzjazmem pokiwała głową.
-Tak! Blaise faktycznie niósł tą dziewczynę nad jezioro! – Wyciągnęła rękę do Rose i uśmiechnęła się ciepło – No to znamy się już oficjalnie. Jestem Hermiona, ale mów mi Miona. Jak wszyscy.
Dziewczyna podała jej rękę i odwzajemniła uśmiech.
-Bardzo mi miło, mam nadzieję, że będziemy mogły kiedyś sobie spokojnie porozmawiać, ale teraz muszę lecieć nad jezioro i ratować Elsę.
-Czekaj na mnie, idę z tobą. Przeklęty Zabini…
Chwilę później oboje ramię w ramię szli nad jezioro, a to, co zobaczyli, gdy tam doszli, sprawiło, że oboje zaczeli się zastanawiać nad poziomem inteligencji swoich przyjaciół.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Był tak wściekły, że bez skrupułów odkleił ją od siebie, głuchy na jej rozpaczliwe prośby.
-To za nazwanie mnie dupkiem. – stanął na pomoście i wrzucił bliską płaczu dziewczynę do jeziora. Lecz ona zanurzyła się pod wodę i nie wypłynęła. Sekundy mijały błyskawicznie jedna po drugiej, a jej nie było nigdzie widać. Chłopak stawał się coraz bardziej przerażony, a strach siłą wypierał złość z jego ciała. Wypatrywał jej, lecz gdy nie pojawiła się w żadnym widocznym punkcie Diabeł niewiele myśląc, zdjął z siebie uczniowską szatę, wyjął różdżkę z kieszeni i wskoczył do jeziora. Po kilkudziesięciu sekundach, zrozpaczony wypłynął na powierzchnię. Z pomostu dobiegł go głośny, dziewczęcy śmiech. Elisabeth siedziała po turecku w osuszonych już szatach opierając dłonie o deski za sobą i szczerze śmiała się z chłopaka.
-Miałeś wyrzuty sumienia, Zabini? – na jej twarz wypłynął wredny uśmiech.
Salazarze, cóż to za wredna czarownica! – pomyślał Blaise i starał się uspokoić swoje nerwy podpływając zmęczony do pomostu i podciągając się, żeby na niego wejść. – O, nie! Już ja ją tak ułaskawię, że będzie potulna jak baranek! Jeszcze się w Hogwarcie taka nie trafiła, która nie leciałaby na mój urok osobisty! - pomyślał Zabini, wychodząc na pomost i ociekając wodą.
- Tu jesteście! - dopadli do nich zdyszana Rose i tylko trochę szybciej oddychający Theo.
Blaise popatrzył na nich oboje z politowaniem i tylko wziął swoją szatę i różdżkę, i szybko się wysuszył, a następnie nie odwracając się w ich stronę, wkurzony wrócił do zamku. Theo rzucił im przepraszające spojrzenie i poszedł za nim. Rose odprowadziła go wzrokiem a następnie odwróciła się w stronę Elsy. - Co tutaj zaszło ? Dziewczyna pokręciła głową i rozłożyła się wygodnie na pomoście.
- Biedny Diabełek myślał, że jestem taką malutką, niewinną istotką, która nie umie pływać i z obawy o swój zakichany, arystokratyczny tyłek wskoczył do wody żeby mnie ratować. – uśmiechnęła się na widok jego miny, gdy zorientował się, że ona siedzi przed nim. Jej przyjaciółka westchnęła ze zrezygnowaniem i usiadła obok niej.
- Czy wy nie możecie zacząć zachowywać się jak dwójka dorosłych ludzi? Te wasze kłótnie stają się coraz bardziej nużące.
Przewróciła się na plecy i spojrzała na nią spod półprzymkniętych powiek.
- Nie moja wina, że ten pacan tak działa mi na nerwy i robi mi na złość...
- A ja Ci mówiłam, żebyś nie zwracała uwagi na niego.
-Ale postaw się w mojej sytuacji! - usiadła gwałtownie i zebrała swoje rzeczy. - to nie jest takie proste, Rose...
- Bo go prowokujesz! - wstała i popatrzyła na nią z góry - jakbyś go ignorowała to by w końcu odpuścił! Elisabeth postanowiła zmienić temat, gdyż wychodziła z założenia, że najlepszą obroną jest atak.
- Podoba ci się, prawda?
- Kto? - jej twarz wyraża zdezorientowanie - Zabini?
- Nie Zabini! - prychnęła - Nott! Theodor Nott!
Speszona Rosalie, strzepnęła niewidzialny pyłek z ubrania.
- Wydaje Ci się…
Uśmiechnęła się i chwyciła ją za rękę, a następnie szybko poprowadziła do zamku.
- Chodź, pogadamy o nich w naszym dormitorium!
- Ale tu naprawdę nie ma o czym rozmawiać! - próbowała wyrwać rękę, ale był to mizerny efekt. Po chwili były już w swoim dormitorium, gdzie Elsa zakomunikowała, że idzie wziąć szybki prysznic i zaczęły plotkować przy winie i lodach.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Blaise wzburzony siedział w swoim dormitorium i popijał ulubiony alkohol prosto z gwinta.
- Pieprzona Anderson.. - mruczał pod nosem nie zdając sobie sprawy z tego, że już nie jest sam.
Theo wszedł za nim i teatralnie trzasnął drzwiami, a następnie wyjął z jego dłoni butelkę, wyczarował dwie szklanki i usiadł naprzeciwko niego na swoim łóżku. Nalał po trochę trunku do szklanek i jedną z nich mu podał. Nic nie mówi, po prostu patrzył na niego i pił swój alkohol.
- No czemu się tak na mnie patrzysz jakbym napuścił na Ciebie stado wściekłych hipogryfów?
Nott nadal w spokoju, nieprzejęty jego słowami siedział i po prostu na niego patrzył.
- Już, napatrzyłeś się? – warknął poirytowany Diabeł.
Drugi Ślizgon pokręcił głową i odstawił szklankę na stolik.
- Czekam aż wyżyjesz się na mnie. Ona miała już dość spieprzone życie.
Popatrzył na niego tym smutnym wzrokiem, który Draco i Blaise znali już wystarczająco dobrze. Diabeł rzucił się na swoje łóżko i oparł swoje przedramię o czoło jak to zwykł robić gdy nad czymś myślał.
- A ja nie miałem spieprzongo życia? – podniósł się na łokciach i znów nerwowo na niego spojrzał.
- Pomyśl Theo, kto miał gorzej – ona, czy ja?
- Wszyscy mieliśmy przerąbane – zamilkł i przypomniał sobie o swoich rodzicach. Czując napływającą do gardła gorycz bez słowa nalał sobie kolejną szklankę Ognistej i wypił ją jednym haustem.
- Ona miała nawet gorzej niż ty czy ja, bo musi chodzić do klasy z kimś, kto jeszcze nie tak dawno miał rozkaz ją zabić. Jeżeli tak bardzo ci na tym zależało to mogłeś to po prostu zrobić.
Zabini pokręcił głową nerwowo i ukrył ją w swoich dłoniach.
- Nie mogę tego dłużej słuchać. Nawet nie mogę na nią patrzeć. – spojrzał na niego z wyrzutem. – A ty możesz?
Zanim Theo odpowiedział, odezwała się stojąca w drzwiach Rose.
- Więc na nią nie patrz i udawaj, że nie istnieje, a nie wyżywasz się na niej za swoje błędy.
Nie czekając na jego odpowiedź, wyszła z pokoju mocno trzaskając drzwiami i zapominając o oddaniu czarnowłosemu bluzy.
Chłopcy popatrzyli na siebie w lekkim szoku.
- A tej o co chodzi? – Blasie wydawał się nie rozumieć co powiedziała do niego brunetka.
- Jakbyś chciał to byś zrozumiał idioto – po odstawieniu pustej szklanki wyszedł za dziewczyną.
Zabini pokręcił z politowaniem głową i w spokoju oddał się swojemu ulubionemu zajęciu, czyli piciu Ognistej.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Theo rozglądał się po Pokoju Wspólnym w poszukiwaniu Rose, ale jedyne co znalazł to swoją bluzę, rzuconą byle jak na fotelu obok kominka. Podszedł i wziął ją, żałując, że nie spotkał dziewczyny. Założył ja na siebie i ze spuszczoną głową wyszedł z salonu. Błądził po korytarzach, pogrążony w myślach, aż w końcu dotarł do Wieży Astronomicznej. Lubił tam przebywać, tak jak większość uczniów. To była taka oaza spokoju dla większości. Był już prawie na jej szczycie, kiedy zauważył coś, co sprawiło, że stał jak wrośnięty w ziemię. Niezdolny nawet do oddychania, bez słowa, zbiegł po schodach i zniknął w ciemnościach zamku.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

- Nie jest Ci zimno? – Draco czule przytulił do siebie dziewczynę wygrzewającą twarz w ostatnich promieniach słońca. Brązowowłosa pokręciła z głową z uśmiechem wtulając się w niego mocniej.
- Jest wspaniale.. Mogłabym częściej spędzać tak czas..
- Porzuciłabyś dla mnie swoje książki? – na usta chłopaka wypłynął wredny uśmiech.
Miona prychnęła, ale w jej głosie słychać było rozbawienie.
- W życiu. Wiążąc się ze mną, wiedziałeś że miłość do książek jest w pakiecie.
- Owszem, ale liczyłem, że moja jakże skromna osoba odciągnie Cię od nich chociaż na 5 sekund.
- I odciągnęła – widząc pytające spojrzenie blondyna, pokazała swoje puste dłonie. – Widzisz, żebym miała teraz książkę?
Draco parsknął śmiechem.
- Panna Wiem-To-Wszystko zawsze musi mieć ostatnie słowo, prawda? – z jego ust przez cały czas nie schodził szeroki uśmiech, a widząc gniewne ogniki w oczach swojej ukochanej zrobił jedyną rzecz, która sprawiała, że mu odpuszczała – po prostu ją pocałował. Dziewczyna nie pozostała długo bierna na ten gest i po chwili siedzieli oboje na ławeczce całując się namiętnie. Czułe chwile przerwało im pojawienie się Blaisa.
- Wybaczcie gołąbeczki, że wam przeszkadzam, ale czy nie widzieliście Notta?
- A co, uciekł Ci, jak chciałeś go przelecieć? – Draco uśmiechnął się złośliwie.
- Tak idioto, dopadłem go w łazience jak brał prysznic, ale jak zobaczył moją imponującą .. męskość to się wystraszył i uciekł – Blaise nie pozostawał mu dłużny uśmiechając się wrednie.
- Raczej nic nie ujrzał i dlatego uciekł – wybuchnął śmiechem na widok wściekłości na twarzy przyjaciela.
- Jeszcze słowo, a będziesz chodził na 4 łapach, fretko – po chwili odwrócił się od niego i zwrócił do Hermiony – Granger, a może ty widziałaś Theo, bo naszemu blondasowi chyba popsuł się wzrok.
Brązowowłosa uśmiechnęła się delikatnie.
- Tak, widziałam go, jak szedł z waszą nową koleżanką, chyba Rosalie, nad jezioro. Później wrócił z Tobą do zamku.
- Cholera.. Coś musi być nie tak.. – patrzył zamyślony na jezioro. – Nott nie znika na tak długo bez słowa..
Draco wydawał się być nieporuszony tym, co powiedział jego najlepszy kumpel. Po przedłużającej się niezręcznej ciszy, która powoli stawała się irytująca, Blaise uderzył stopą w ławkę, na której siedzieli i dodał – Nie pamiętasz końca wakacji? Jak nie dawał znaku życia przez tydzień? – westchnął ciężko i przeczesał palcami swoje włosy. Malfoy pokiwał pokornie głową przyznając mu tym samym rację.
- Pamiętam.. – odwrócił głowę w stronę Miony – raz znaleźliśmy go kompletnie pijanego w jakiejś mugolskiej spelunie.. Nie mogliśmy się z nim dogadać.. Zabraliśmy go do domu a kiedy wytrzeźwiał, nie wspomniał ani słowem, dlaczego tak zrobił..
Szatynka patrzyła na niego w lekkim szoku.
- Ale Ty na pewno mówisz o Theo? Przecież on jest taki spokojny i cichy.
Draco tylko pokiwał głową i wstał wcześniej całując swoją dziewczynę w policzek
- Spotkamy się w naszym dormitorium wieczorem moja mała Gryfonko.
Hermiona tylko uśmiechnęła się na jego ulubiony zwrot i odeszła w swoją stronę wcześniej życząc im udanych poszukiwań obiecując sobie, że porozmawia z nim, jak tylko znajdzie się Theo.
Malfoy odprowadzał ją wzrokiem aż nie zniknęła w zamku i dopiero wtedy odwrócił się w stronę Blaisa.
- Od której części zamku zaczynamy?

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Po kilku godzinach poszukiwań Draco, trochę zmęczony i podenerwowany wrócił do swojego dormitorium, gdzie zastał śpiącą Mione. Szybko poszedł wziąć prysznic i położył się obok niej wcześniej zakładając dresy i podkoszulek.
-Wstawaj aniołku.. Musimy iść na patrol.. – szepnął jej do ucha delikatnie je pieszcząc. Poruszyła się tylko niespokojnie, ale nadal spała. Młody Malfoy przytulił ją mocno i zaczął delikatnie przesuwać dłonią po jej nagim ramieniu. – Obudź się, proszę..
Dziewczyna nagle wyrwana ze snu, gwałtownie się podniosła i zamrugała kilkukrotnie.
- Draco? – przeciągnęła się i przytuliła do niego. – Znaleźliście Theodora?
Blondyn pokręcił głową z posępną miną.
- Szukaliśmy z Blaisem wszędzie, ale nigdzie go nie było – wzruszył ramionami.
Gryfonka pocałowała go w szyję i szepnęła zatroskana:
- Znajdzie się skarbie, nie martw się..
Ślizgon ukrył twarz w dłoniach podczas gdy jego ukochana wstała i zaczęła się ubierać w luźne dresy i bluzę chłopaka. Draco śledził ją spojrzeniem, a kiedy była gotowa podniósł się z łóżka i przytulił do niej.
- Dziękuję, że jesteś.. – mruknął w jej włosy i nie czekając na odpowiedź, pociągnął ją za rękę i poszli na patrol.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

- Jeszcze kilka schodów.. – zataczając się i przytrzymując ściany, pijany Theodor Nott właśnie wychodził po schodach prowadzących do dormitoriów. – O taak.. –będąc na ostatnim stopniu, potknął się i przewrócił. Mimo, że poczuł ból w swojej lewej ręce, zaczął się głośno śmiać, co w niedługim czasie przemieniło się w gorzkie zawodzenie. Młody Ślizgon mimo dużej ilości alkoholu we krwi, rozłożył się na klatce schodowej i niezdarnie otarł jedyną łzę ze swojego policzka przypominając sobie, co zobaczył kilka godzin temu na wieży astronomicznej. Ból i rozterka jednocześnie rozdarły jego serce czując, że więcej łez jest gotowych wypłynąć spod jego przymkniętych powiek. Dlaczego ona to zrobiła? Przecież byłem miły i romantyczny. Nie wystarczałem jej? W czym Goyle jest lepszy ode mnie? – te słowa ciągle kołatały w jego głowie obijając się o czaszkę, która zaczynała pulsować tępym bólem.
Zirytowana hałasem, jaki dobiegał z korytarza, Rose otworzyła szeroko drzwi i widok, który ujrzała zszokował ją.
- Theo? To ty? – podeszła do leżącej na schodach postaci z kruczoczarnymi włosami.
Chłopak podniósł głowę, a na widok rozpaczy malującej się na jego twarzy, dziewczynie zmiękło serce. Podeszła do niego powoli i kucnęła obok pytając cicho: - Chcesz o czymś porozmawiać?
Wyciągnęła dłoń i dotknęła delikatnie jego ramienia. Theo się nie odsunął, za to pociągnął nosem i próbował wstać, lecz krążący w jego żyłach alkohol skutecznie mu to uniemożliwił. Opadł ponownie na schody z głuchym jękiem. Z wielkimi trudnościami, po kilku próbach Rose udało się pomóc mu wstać i skierować do jego dormitorium.
- Nie.. – Theodor zaparł się lekko i zachwiał się na nogach opierając mocniej o dziewczynę. – Nie chcę tam iść..
- Więc gdzie chcesz przenocować? – chłopak popatrzył na nią z błaganiem w zamglonych oczach.
- Mogę zostać u Ciebie? Tylko na tę jedną noc..
Kasztanowłosa patrzyła na niego w milczeniu, a po chwili bez zbędnych słów zaprowadziła go do swojego pokoju, gdzie przebywała Elsa. Na jego widok przewróciła oczami – Mam się wynieść?
Rosalie posłała jej przepraszające spojrzenie.
- Obiecuje, że to tylko jeden raz..
Panna Anderson patrząc na nią z troską pomogła jej położyć pijanego Ślizgona na jej łóżku i wyczarowała mu dużą miskę i butelkę wody.
- Jakby co to będę w pokoju wspólnym. – Rose pocałowała ją w policzek i przytuliła mocno.
- Jesteś najlepszą siostrą na świecie. – Elisabeth tylko się uśmiechnęła i cicho opuściła dormitorium.
Dziewczyna usiadła na skraju łóżka, na którym on leżał.
- Powiesz mi co się stało?
- To nie jest dobry moment. – zakrył oczy przedramieniem, na którym był widoczny Mroczny Znak. Westchnęła.
- Dobrze.. – przykryła go kocem. - Spróbuj zasnąć.
Nie minęło kilka minut, kiedy chłopak spał z pozoru spokojnym snem. Po dormitorium rozległ się odgłos głośnego chrapania. Zielonooka położyła się na swoim łóżku i zakryła głowę poduszką, zastanawiając się, co mogło sprawić, że chłopak doprowadził się do takiego stanu. Obiecała sobie, że nie zaśnie przez całą noc, chcąc mieć go na oku. Jednak zmęczenie wzięło górę i tuż nad ranem zasnęła twardym snem.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Elisabeth od kilkunastu minut próbowała znaleźć wygodną pozycję do spania na jednym z foteli przed kominkiem, który dawał przyjemne ciepło jej wiecznie zmarzniętemu ciału, rozmyślając nad sytuacją Theodora i Rose. Jednak po chwili poczuła na sobie czyjś wzrok. Instynktownie odwróciła się w tamtym kierunku i ujrzała patrzącego na nią z ironią znienawidzonego Ślizgona
- A co Ty tu robisz? Twoja przyjaciółka wyrzuciła Cię z dormitorium?
Na jej twarzy pojawiła się wściekłość.
- Nie. Twój kumpel zajął moje łóżko. – nie trudząc się na rozwinięcie tematu, odwróciła się do niego plecami.
- Nie strzelaj fochów maleńka, tylko wytłumacz o co ci chodzi – mruknął i usiadł na oparciu fotela czekając na jej odpowiedź.
- Nie Twoja sprawa – warknęła. – Idź sobie, bo jesteś ostatnią osobą, z którą chcę gadać.
- Nigdzie nie pójdę, dopóki mi nie powiesz, kto śpi w Twoim łóżku.
Dziewczyna odliczyła do dziesięciu i odwróciła się w jego stronę z poważnym wyrazem twarzy. – Nott. – syknęła. – A teraz daj mi spokój, bo chcę spać.
- Theodor? A co on tam robi? – na jego twarzy malowało się zdezorientowanie – cały dzień go szukałem! A on siedzi u was?!
- Nie krzycz na mnie – odparła chłodno dziewczyna. - niedawno przyszedł kompletnie pijany i wspaniałomyślna Rosalie przygarnęła go do siebie.. – przełknęła głośno ślinę – ona wolała jego, a nie mnie.. A ja nie protestowałam, bo to moja siostra. I właśnie tym sposobem znalazłam się tutaj, a tobie nic do tego, że ona tak wybrała. – popatrzyła beznamiętnie na ogień w kominku – I nie leź tam teraz, zostaw ich. Theo sam tak chciał, a ty nie jesteś jego niańką, on ma swój rozum.
Blaise przez chwilę myślał nad tym, co mu powiedziała i nagle wypalił. – Chodź, łóżko Theo jest wolne. Ewentualnie możesz się tam przespać. – oburzona jego propozycją dziewczyna pokręciła tylko głową i warknęła.
-Nie będę spała z tobą w jednym dormitorium!
Chłopak tylko roześmiał się, lecz ona pozostała nieugięta.
-Nie pójdę z tobą i koniec! Idź sam, ja tu zostaję i nie licz na to, że moje serce zmiękło przez to, że okazałeś dla mnie miłosierdzie. – nerwy Blaisa w końcu nie wytrzymały i po prostu podniósł ją z fotela i zaniósł na łóżko Theodora mimo oporów i głośnych protestów dziewczyny.
- Śpij. – rozkazał jej i sam zniknął w łazience wcześniej zamykając drzwi zaklęciem. Dziewczyna z czystej przekory słysząc dźwięk prysznica, przeniosła się na łóżko jej „wybawcy” i rozłożyła się na nim wygodnie nie pozostawiając właścicielowi ani trochę miejsca. – Miłych snów, Zabini – mruknęła do siebie i wtuliła się w jego miękką poduszkę, która przyjemnie pachniała nim dzięki czemu zapadła w sen zanim on wszedł do sypialni.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Blaise stał pod prysznicem pół godziny i zastanawiał się, dlaczego ma taką niewyparzoną gębę i po jaką cholerę ściągnął tu Anderson. Przecież ona potrafi mu działać tylko na nerwy! Pokręcił głową zakręcając kurek i wyszedł z kabiny. Przepasany w pasie ręcznikiem stanął przed lustrem i zapatrzył się w swoje odbicie. A może po prostu było mu szkoda tej dziewczyny? Wyglądała na przygnębioną i smutną, a wbrew pozorom i opinii panny Elisabeth, Ślizgon ma serce i to bardzo czułe na krzywdę innych. Znów pokręcił głową i postanowił nie roztrząsać dłużej tego tematu. Szybko się ubrał i wszedł do dormitorium od razu kierując się w stronę swojego łóżka. Dopiero będąc tuż przed nim zobaczył ‘rozwaloną’ na całym posłaniu dziewczynie. Zaklął pod nosem i już miał odejść w kierunku wyrka Theodora, kiedy w jego głowie zawitał szatański pomysł. Z pełną świadomością przesunął delikatnie Else na jedną stronę łóżka a sam położył się na drugiej. Niech mała wie, że z nim się nie zadziera. Nawet nie wiedział, jakie piekło rozpęta przez to następnego dnia.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Witam!
Na początek chcę Was przeprosić za tak długie oczekiwanie na rozdział.. Cóż, życie.. 
Niemniej jednak, skoro są wakacje postaram się dodać coś szybciej.
Mam nadzieję, że ktoś jeszcze czeka tutaj na kolejne perypetie bohaterów.
Dziękuję za każdy komentarz.
Wasza SEL ♥ ♥ ♥ 

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 1

Na dworze King's Cross były tłumy jak to zazwyczaj 1 września. Ludzie witali się ze sobą, cieszyli się, że przeżyli wojnę. Co prawda minęło niewiele czasu od pokonania Voldemorta, lecz nareszcie nastały spokojne czasy. Wielu z nich nie straciło nikogo. Jednak były rodziny, którym okrutny los zabrał wszystko - majątek, godność, bliskie osoby. Niektórzy z nich załamali się, nie mieli przyjaciół, którzy by im pomogli.
Trójka Ślizgonów również wiele straciła w wojnie. Mimo, iż dopiero wkraczali w dorosły wiek musieli brać udział w tej bitwie. Batalia ta pozbawiła Theodora Nott’a rodziców, którzy byli co prawda w szeregach śmierciożerców, lecz w decydującej fazie przeszli na stronę dobra. To był ich błąd. Voldemort, który nie toleruje zdrady we własnych szeregach podstępem zwabił ich do Zakazanego Lasu i zabił ich. Młody Nott długo nie mógł się z tym pogodzić, ale dzięki swoim przyjaciołom oraz aktualnej dziewczynie, Pansy powoli wyszedł z depresji i teraz wracał ukończyć ostatni rok Hogwartu. Jego przyjaciel, Blaise Zabini, zmienił się dzięki zauroczeniu pewną dziewczyną. Na jednych z wakacji po ich 5 roku dostał wraz z Draco i Theo zadanie wyśledzenia i zabicia czystokrwistej osoby. Osobą tą okazała się pewna siebie i piękna Elisabeth Anderson. Oboje od razu zapałali do siebie niechęcią. Jednak wraz z upływem czasu chłopcy zgodnie stwierdzili, że nie są w stanie zabić tej dziewczyny, mimo tego, jaką nienawiścią pałała do nich, szczególnie do Pana Z. Postanowili stworzyć jeden z trudniejszych eliksirów Zapomnienia, który pozwalał modelować wspomnienia. Draco i Theo zajęli się jego przygotowaniem, a Diabeł wymyślił iście krwawą masakrę dziewczyny we wspomnieniach. Nie wiedział jednak, że los szykuje mu małą niespodziankę.
Draco Malfoy rozglądał się po peronie w poszukiwaniu swojej ukochanej, Hermiony Granger. Byli ze sobą już od roku, ale skrzętnie ukrywali to przed światem. Chłopak już dawno zmienił swoje nastawienie co do osób mugolskiego pochodzenia. Wpłynęło na to pewne wydarzenie, którego był świadkiem na wakacjach przed swoim 5 rokiem. Tak bardzo to nim wstrząsnęło, że, przez długi czas nie mógł się po tym pozbierać. Kiedy wrócił do Hogwartu, w nocy, nie mogąc spać, po cichu  wymykał się z dormitorium, szedł na Wieżę Astronomiczną i tam spędzał większą część nocy patrząc w gwiazdy. Pewnej nocy spotkał tam najmniej spodziewaną osobę. Granger również lubiła patrzeć w gwiazdy, lecz nie przewidziała tego, że ktoś będzie w jej ulubionym miejscu zaraz po bibliotece. Draco był wtedy tak zaskoczony, że nawet nie zorientował się, że został zauważony. Na początku była wzajemna niechęć. Żadne z nich nie chciało odpuścić wieczornych wizyt na wieży. Jednak z czasem zaczęli ze sobą rozmawiać o szkole, o ludziach. Tematu wojny nie poruszali. To było ich tabu. Po kilku miesiącach zorientowali się, że są w sobie zakochani. Oboje bali się tego uczucia, zaczęli się unikać. Jednak Snape, widząc rodzące się uczucie pomiędzy tą dwójką postanowił im trochę pomóc. Chciał, by jego chrześniak był szczęśliwy, bo traktował go jak swojego syna. Dlatego, kiedy na lekcji eliksirów wywołali kolejną kłótnie dał im tygodniowy szlaban w Izbie pamięci. Mieli wyczyścić tam wszystkie szkolne puchary oczywiście bez użycia magii. Nie mogli się od tego wymigać, więc chcąc nie chcąc musieli udać się na szlaban. Początkowo zachowywali się tak, jakby tego drugiego nie było. Dopiero pod koniec szlabanu, kiedy Draco, mając dość takiej atmosfery rzucił mokrą szmatką w Hermionę rozpętała się między nimi prawdziwa wojna. Dziewczyna wpadła we wściekłość i rzuciła się na Draco z pięściami.
- Ty wredna, obślizgła, niewychowana fretko! Co Ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że jak stałeś się kimś ważnym w moim życiu, to możesz robić takie rzeczy?! – warknęła, i dopiero po chwili zorientowała się co powiedziała. Spojrzała spanikowana na zszokowanego Malfoya i odskoczyła od niego szybko, chcąc uciec. Chłopak był jednak szybszy i złapał ją za rękę i przytrzymał.
- Co powiedziałaś?
Miona próbowała się wyrwać, ale on był za silny. Była jednak rasową Gryfonką, dlatego spojrzała mu odważnie w oczy i odpyskowała.
- A co Malfoy, głuchy jesteś? Uszy się myje. Ach, zapomniałam, że ty pewnie nie wiesz co to takiego kąpiel.
- Tak się składa Granger, że zapewne zażywałem kąpieli częściej w tym tygodniu, niż Ty w całym swoim życiu. A teraz bądź łaskawa i powtórz, co przed chwilą powiedziałaś - chłopak zmusił się do rzucenia jej groźnego spojrzenia, choć tak naprawdę już od jakiegoś czasu cieszył się na widok Granger, i takie wyznanie od niej samej to dla niego nie lada informacja.
Dziewczyna uśmiechnęła się wrednie.
- Spytałam się, czy jesteś głuchy - na widok jego zdenerwowania parsknęła dźwięcznym śmiechem. - Twoja mina jest bezcenna!
Gryfonka roześmiała się jeszcze bardziej widząc jego oburzone spojrzenie.
Chłopak powoli opanował rodzącą się w nim złość, bo wiedział, że to tylko jeszcze bardziej rozbawi jego rozmówczynię.
- Nie o to mi chodziło. Powtórz to, co mówiłaś przed moją rzekomą głuchotą.
Śmiech dziewczyny momentalnie ustał, ja wyraz jej twarzy zmienił się na lekko zawstydzony. Malfoy uśmiechnął się triumfalnie.
- Co, już Cię nie bawię?
Hermiona, zawstydzona, spuściła wzrok niezdolna do powiedzenia czegokolwiek. Cisza się przedłużała i stawała się coraz bardziej niezręczna, a ona nadal milczała. W końcu Draco, mając dość takiej atmosfery delikatnie, aby jej nie wystraszyć, podniósł jej twarz do góry, aby na niego spojrzała, a następnie odezwał się niezwykle czułym głosem.
- Proszę, powtórz co powiedziałaś.
Hermiona, zaskoczona takim tonem chłopaka, wyszeptała cicho.
- Kocham Cię.
Następną rzeczą jaką zapamiętała był mocny uścisk i ciche słowa.
- Ja Ciebie też kocham wredna Gryfonko.. –  następnie usta Dracona na jej własnych. Pocałunek był długi i namiętny, wyrażający miłość, pożądanie i strach przed nieznanym. Tak rozpoczął się ich związek. Wiedzieli o tym tylko oni i profesor Snape, który obiecał młodemu chrześniakowi czuwać nad bezpieczeństwem jego ukochanej. Co prawda, Diabeł i Theo podejrzewali, że jego przyjaciel z kimś się widuje, ale nie pytali o szczegóły wiedząc, że powie im to sam kiedy będzie na to gotów. Spotykali się przeważnie w nocy, na wieży Astronomicznej albo w Pokoju Życzeń. Ich schadzki przepełnione były dużą ilością pocałunków, ale też i rozmów na temat przyszłości. Oboje mieli świadomość, że jest ona niepewna dla nich obojga. Mimo wszystko, cieszyli się każdą nocą spędzoną razem.
Podczas poszukiwań horkruksów, kiedy Hermiona zdecydowała się pomóc Harry’emu ich związek przeszedł bardzo ciężki kryzys. Draco był przeciwny temu, aby jego ukochana poszła na tak niebezpieczną misję. Jednak ona, jako rasowa Gryfonka sprzeciwiła się mu, co spowodowało potężną kłótnie. Dopiero podczas złapania dziewczyny przez szmalcowników, kiedy młody dziedzic mógł tylko bezradnie patrzeć na tortury, które zadawała jej jego ciotka, Bellatrix, zrozumiał że ta mała i wredna Gryfonka jest dla niego wszystkim. Podczas decydującej bitwy w Hogwarcie nie przeszedł na ciemną stronę w momencie, jak wołał go Czarny Pan i jego ojciec. Patrząc na nich z wyższością podszedł do Miony i przytulił ją na oczach wszystkich, co wywołało ogólny szok. Lucjusz wpadł w szał i zaatakował swojego pierworodnego, ale zaklęcie zatrzymał Severus. I w ten sposób dwaj dotychczasowi przyjaciele stanęli po przeciwnych stronach różdżki. Ich walka trwała bardzo długo, ale dzięki umiejętnościom strategicznym wygrał ją profesor posyłając starszego Malfoya na stałe do Azkabanu. Później, kiedy Złoty Chłopiec pokonał Voldemorta, wszystkich ogarnęło szczęście. Znaczy, prawie wszystkich. Śmierciożercy, którzy do końca stali po stronie zła zostali skazani na Azkaban. Dużo osób zostało rannych, albo zabitych. Straty były po obu stronach.
Hermiona wraz ze swoim ukochanym pomagali w tworzeniu eliksirów, gdyż przez wojnę zapasy bardzo mocno się uszczupliły, a jako że oboje byli najlepsi, Snape wspaniałomyślnie pozwolił sobie pomóc. Siedzieli praktycznie zamknięci w prywatnych kwaterach profesora przez blisko tydzień. Właśnie podczas tego czasu doszło między nimi do ich pierwszego razu. Draco był bardzo delikatny i wyrozumiały dla swojej kochanki. Hermiona, mimo lekkiego strachu pozwoliła się prowadzić chłopakowi i nie pożałowała. Malfoy sprawił, że krzyczała i wiła się z rozkoszy chcąc więcej i więcej. Draco z uśmiechem obserwował reakcje swojej ukochanej ciesząc się, że tak na nią działa. Pierwszy raz zbliżył ich do siebie jeszcze bardziej. Oboje, po pomocy w odbudowaniu Hogwartu pojechali na wakacje na Karaiby, gdzie Narcyza Malfoy miała swój dom. Spędzili tam ponad miesiąc na lenistwie, kochaniu się i pływaniu w oceanie. Mionie udało się nawet namówić swojego chłopaka na kontynuowanie nauki i zaliczeniu ostatniego roku. Draco, chociaż z początku niechętnie do tego podchodził po usłyszeniu, że Wiewiór z Bliznowatym również wracają do Hogwartu od razu poczuł, że ten rok będzie jeszcze ciekawszy. Wiedział bowiem, że Weasley skrycie podkochiwał się w swojej przyjaciółce i za punkt honoru obiecał sobie jeszcze bardziej uprzykrzać mu życie i pokazywać, jacy są z jego małą złośnicą szczęśliwi.
Teraz, stojąc na stacji rozglądał się za swoją ukochaną.
- Ejj, nie widzieliście Miony? – popatrzył z wyczekiwaniem na swoich przyjaciół.
- A czy my wyglądamy na wróżbitów? – Blaise posłał mu litościwe spojrzenie i wrócił do uśmiechania się do każdej pięknej dziewczyny, którą tylko zobaczył. Natomiast Theo nawet nie zwrócił uwagi na to, że Malfoy coś powiedział, bo stał pochłonięty przez swoje myśli z Pansy uwieszoną u jego ramienia. Draco machnął tylko ręką na nich i wrócił do patrzenia za Mioną. Jego poszukiwania przerwał pełen niedowierzania okrzyk Blaisa.
- O kurwa! – pozostała dwójka podążyła za wzrokiem przyjaciela i już wiedzieli co wywołało u niego szok.
- Czy .. czy to jest ta dziewczyna, którą.. ? – po raz pierwszy odezwał się Nott, teatralnie urywając zdanie w połowie.
- Tak .. To Elisabeth Anderson.. – Diabeł nie mógł oderwać wzroku od długonogiej szatynki, za którą oglądali się prawie wszyscy chłopcy z siódmego roku. Jej krótkie spodenki odsłaniające boskie nogi a do tego buty na koturnie i jasna bokserka sprawiły, że wszystkim na jej widok pociekła ślinka. Obok niej szła mniej rzucająca się w oczy i niższa od niej brunetka.  Miała na sobie zwiewną sukienkę i podobne do jej przyjaciółki buty na koturnie. Obie chyba nie zdawały sobie sprawy jakie zainteresowanie wywołały wśród płci przeciwnej.
- Co ona tutaj robi do cholery?! – podniesiony głos Blaise’a przetoczył się po stacji, co zwróciło uwagę Elsy. Odwróciła się w jego stronę zaalarmowana jego krzykiem i warknęła w jego stronę.
- To samo co ty, Zabini!
- Nie mów, że będziesz chodziła do Hogwartu! - podszedł do niej ze złością wypisaną na twarzy.
- Tak się składa, że będę! - przysunęła się jeszcze bliżej i hardo spojrzała mu w oczy, a następnie syknęła - i będę w Slytherinie.
Parsknął jej śmiechem prosto w twarz.
- Chyba sobie ze mnie kpisz! Ty się nie nadajesz do tego domu! Powinnaś wylądować wśród głupiutkich i milutkich Puchonek - ostatnie zdanie powiedział z iście ślizgońskim uśmiechem na ustach. Dziewczyna wyprostowała się i chcąc już odejść, na odchodnym nadepnęła mu swoim sandałkiem na wysokiej koturnie na stopę, a następnie ze słodziutkim spojrzeniem i niewinnym uśmiechem pogłaskała go niby po przyjacielsku po ramieniu.
- Ups, wybacz ten wyskok głupiutkiej i milutkiej ślizgonce. – wyraźnie zaakcentowała trzy ostatnie słowa.
Blaise zasyczał z bólu.
- Ty suko! Jeszcze mi za to zapłacisz!
Z wrednym uśmiechem zalotnie puściła mu oczko i wróciła do swojej przyjaciółki. Kiedy oddaliły się dostarczająco daleko od całej trójki Rosa zapytała cicho.
- To był ten chłopak, o którym mi mówiłaś?
- Tak.. - syknęła rozjuszona dziewczyna wkładając swoje walizki do przedziału, który zajęły - Wredny, zapatrzony w siebie, bogaty dupek, który myśli, że jest panem świata!
- To dlatego masz rumieńce na policzkach i roziskrzone spojrzenie ? - próbowała ukryć rozbawienie, ale kiepsko jej to wyszło.
- Bo mnie wkurzył! - rozłożyła się wygodnie na fotelu, ale cały czas była spięta i zdenerwowana - Baran.. Uważa, że jestem gorsza od niego i nie mogę być w Slytherinie..
- Siostrzyczko uspokój się .. Wiesz doskonale, że nie warto się takimi przejmować.. – zajęła fotel na przeciwko niej - ich należy ignorować bo to ich jeszcze bardziej wkurza.
Kiwnęła głową i oparła głowę o szybę, patrząc na uciekający krajobraz za oknem.
Rose również patrzyła w tamtą stronę, ale jej myśli zaprzątał pewien Ślizgon i nie mogła pozbyć się jego obrazu ze swojej głowy. Westchnęła tylko cicho i sięgnęła do torby po książkę.
Elsa po kilku minutach najzwyczajniej zasnęła, jak to miała zwyczaj robić w najmniej oczekiwanym momencie. Jej przyjaciółka pokręciła tylko w rozbawieniu głową i po przykryciu jej wyczarowanym kocem pogrążyła się w lekturze. Obie jeszcze nie wiedziały, że przypadkowe spotkanie Srebrnej Trójcy będzie miało dalsze konsekwencje.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

W innym przedziale trzech Ślizgonów starało się nie rozmawiać o tych dziewczynach, ale temat mimowolnie się na nich kończył.
- Ja tej całej Elisabeth jeszcze pokaże.. Ona mnie popamięta.. - Blaise jak zwykle był w gorącej wodzie kąpany.
- No, niby co jej zrobisz, Diable? - Draco nawet na niego nie patrzył, skupiony był na kontemplowaniu urody Hermiony, która zasnęła na jego kolanach.
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyśle! Nikt nie będzie obrażał Blaisa Diabła Zabiniego!
Theodor tylko pokręcił głową z politowaniem i znów zapatrzył się w okno.
- A ty o czym tak myślisz? -  Blaise szturchnął go stopą.
- O niczym ważnym.. - to, o czym myślał, nie mogło się spełnić, gdyż dziewczyna, która spodobała się mu na peronie, była przyjaciółką Wroga-Publicznego-Numer-Jeden-Zaraz-Po-Potterze jego przyjaciela.
- Tak w ogóle to gdzie jest twoja dziewczyna? - skrzywił się na sam dźwięk tego, co powiedział.
- Siedzi w przedziale gdzieś z Greengrass i malują paznokcie, najprawdopodobniej..
- Merlinie.. Nie rozumiem, co ty w niej widzisz.. Przecież to pusta lala, która łasi się tylko na twoje galeony..
Nott wzruszył ramionami nieprzejęty ich opinia. - Mnie się podoba..
- Taak? A co najbardziej się Ci się w niej podoba? -  Draco postanowił dołączyć do rozmowy.
- To, że... - zastanowił się przez chwilę, i tak naprawdę nie było żadnej rzeczy, która podobałaby się mu w niej - że jest ładna.
- Jeśli lubisz tony makijażu to tak. - Draco posłał mu znaczące spojrzenie - przyznaj się, że nie ma w niej nic, co mogłoby cię w niej pociągać..
- Nieprawda! -chłopak odpowiedział zdecydowanie za szybko i nie czekając na jakiekolwiek docinki swoich przyjaciół, zdenerwowany wyszedł na korytarz. Blaise że zrezygnowaniem pokręcił głową.
- Kiedy do niego dotrze, że Pansy to nie dziewczyna dla niego…
- Myślę, że już niedługo. - Draco odgarnął niesforny kosmyk, który wydostał się z koka Gryfonki i opadł jej na policzek, przez co poruszyła się niespokojnie, ale się nie obudziła.
- A  jak tam sprawy między tobą, a panną Wiem-To-Wszystko?
Blaise wyszczerzył się radośnie do niego w czymś, co miało przypominać uśmiech.
- Nie widać na załączonym obrazku? - odwzajemnił uśmiech, ale jakby mniej entuzjastycznie.
Zaintrygowany jego reakcją uniósł jedną brew.
- Czyżby? Bo jakoś nie widzę zbytniej radości u ciebie.
- To nie rozmowa na teraz Diable.. - pokręcił głową.
- Jasne.. - nie pytał już o nic więcej, ale postanowił sobie, że jak tylko zostaną sami, to wyciśnie wszystko z tego blondasa. Z takim postanowieniem bez słowa wyszedł z przedziału nastawiony na Wielki Podryw.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

- Nareszcie na miejscu..
Elsa z zainteresowaniem przyglądała się zamkowi, który przed nimi był.
- Spodziewałaś się, że będzie taki ogromny? – dołączyła do niej Rose dźwigająca za sobą kufer, który postawiła obok siebie z ciężkim sapnięciem.
- Hmm.. Szczerze, to myślałam, że będzie większy. – posłała jej lekko zawiedzione spojrzenie.
- Większy?! Przecież ten  zamek jest ogromny!
Brunetka popatrzyła z niedowierzaniem na swoją przyjaciółkę.
- Dobra, nieważne. Chodźmy zobaczyć jak wygląda w środku – złapała ją za rękę i prawie siłą wciągnęła do środka, wcześniej odsyłając kufry do ich dormitorium.
- Powoli! – dziewczyna z ledwością nadążała za swoją przyjaciółką mimo iż obie były w wysokich butach.
- Pośpiesz się leniu! – Elsa z zafascynowaniem weszła do zamku i zaparło jej dech.
- Łał. – to jedyne określenie, które było w stanie opuścić jej usta.
- To mało powiedziane.. – Rose stanęła na środku wielkiego Holu i z otwartą buzią rozglądała się dookoła – tu jest niewyobrażalnie pięknie.
- Ooo taak.
Obie dziewczyny, wciąż będąc w szoku ruszyły dalej za tłumem rozglądając się na wszystkie strony i chłonąc widoki. W końcu doszły do Wielkiej Sali, która również sprawiła, że westchnęły z zaskoczenia.
- Tu jest wspaniale. – szatynka pokiwała z entuzjazmem głową.
Zafascynowane, ruszyły do stołu, ale Profesor Snape zagrodził im drogę.
- Panno Anderson, panno Blade, proszę za mną.
Zdziwione dziewczyny ruszyły posłusznie za nim. Zaprowadził ich na podest na którym stał stół nauczycielski.
- Proszę tutaj poczekać. Zostaniecie przedstawione całej szkole zaraz po przydzieleniu uczniów do domów, a następnie udacie się do stołu Ślizgonów. Zrozumiałyście?
Obie szybko pokiwały głowami będąc lekko onieśmielonymi.
- Doskonale – rzekł ponuro i powiewając swoimi szatami, poszedł na swoje miejsce nauczyciela.
- On jest naszym opiekunem? – Rose szeptem zapytała Elsy.
- Chyba tak. – wzruszyła ramionami skupiona na uczniach.
Po kilku minutach do WS weszła McGonagall wraz z mokrymi i przerażonymi pierwszorocznymi. Podeszła blisko miejsca, w którym stały dziewczyny. Ceremonia przydziału przebiegła szybko i bez zakłóceń. Kiedy ostatni uczeń dołączył do odpowiedniego domu, do mównicy podszedł dyrektor.
- Witam was w tym nowym roku szkolnym. Cieszę się, że tylu siedmiorocznych postanowiło dokończyć Hogwart – uśmiecha się dobrotliwie – mam do was kilka słów. Pierwszoroczni jak i reszta niech zapamiętają, że obowiązuje zakaz wstępu do Zakazanego Lasu. Niektórzy o tym zapominają. Pan Filch prosił mnie również, bym wam przypomniał, że pomiędzy lekcjami, na korytarzach, nie wolno używać żadnych czarów. Dotyczy to wszystkich. Każdy, kto jest zainteresowany grą w Quidditcha w barwach swojego domu, proszę się zgłosić do pani Hooch – objął swoim wesołym spojrzeniem znad okularów całą salę – i jeszcze jedno. W tym roku mamy dwie uczennice, które postanowiły dokończyć naukę tutaj, w naszym zamku. Jest to sytuacja wyjątkowa, bo jeszcze nigdy nie miała miejsca w Hogwarcie.
Przeniósł wzrok na speszone dziewczyny i przywołał ich ruchem ręki. Posłusznie podeszły do niego z rumieńcami na twarzy.
- Proszę przywitać nasze dwie nowe, siedmioroczne uczennice: Panny Elisabeth Anderson i Rosalie Blade!
Rozległy się gromkie brawa i gwizdy głównie ze strony mężczyzn. Po opadnięciu emocji Dumbeldore kontynuował przemowę.
- Obie panie zostały wcześniej przydzielone i trafiły do Slytherinu – rozległy się lekkie jęki zawodu, a przy stole Ślizgonów pomruk zadowolenia, oczywiście nie ze strony wszystkich – Dziękuję za uwagę i zapraszam do jedzenia!
Na stołach momentalnie pojawiły się wyszukane potrawy, a także butelki z sokiem dyniowym i innymi napojami. Dyrektor podszedł do przyjaciółek.
- Proszę zająć miejsca przy stole i życzę miłej nauki, moje drogie.
Dziewczyny kiwnęły tylko w podziękowaniu głowami i ruszyły na poczęstunek.
Rosalie zajęła miejsce obok swojej przyjaciółki przy stole ślizgonów i przywitała się z nowo poznanymi kolegami, by po chwili stwierdzić, że Elisabeth z wielką zawziętością unika pewnego morderczego spojrzenia skierowanego prosto na nią.
- Patrzy na ciebie - Rose postanowiła podręczyć przyjaciółkę, która właśnie pochłaniała kolejna porcję lodów czekoladowych.
- Nie mów mi o nim. - warknęła wkurzona i popatrzyła na nią takim samym wzrokiem, jak na nią patrzył ktoś inny - Staram się go ignorować, jak mi kazałaś. Może się odczepi...
- Myślę, że to nie będzie takie proste. - przyjaciółka poklepała ją po ramieniu z mimowolnym uśmiechem - Jest tak samo uparty jak i ty.
Elsa postanowiła to przemilczeć i dokończyć swój deser, którego jadła już drugą dokładkę, skrzętnie ignorując przystojnego Ślizgona.

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Na kolacji inaugurującej Nowy Rok Szkolny, Blaise z chęcią mordu w oczach kroił swoją mięsną roladkę, a jego przyjaciele tylko kręcili z politowaniem głowami patrząc raz na dwie nowe uczennice Slytherinu, a raz na Blaisa pożerającego jadowitym wzrokiem tę bardziej pyskatą
- Zakładam się z tobą, stary o butelkę ognistej, że coś z tego będzie. - szepnął Draco do Theo z niegrzecznym uśmieszkiem.
- Przyjmuję. - powiedział z uśmiechem drugi Ślizgon, podając mu rękę.
Obaj uśmiechnęli się do siebie szeroko wiedząc, że ten rok zapewni im niezapomnianych wrażeń i przygód w postaci Blaisa i Elisabeth.


♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Witajcie!
Wiem, że musieliście długo czekać, ale już jest! Oto pierwszy rozdział. Szczerze mówiąc, to jestem z niego zadowolona, ale szczerą i zapewne 'bezwzględną' opinię wydacie Wy, drodzy czytelnicy. :)
Dziękuję za każdy komentarz tutaj pozostawiony.
Co do kolejnego rozdziału, postaram się, aby był szybciej.
Pozdrawiam i życzę przyjemnego czytania,
Wasza SEL ♥