wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 4.

-Elsa? Eeeeelsa… - Draco delikatnie szturchał dziewczynę, która przysnęła po raz kolejny na kanapie w Pokoju Wspólnym. – Obudź się, jest środek nocy…
Dziewczyna z lekkim jękiem otworzyła oczy które były czerwone i podpuchnięte.
- Draco… - wzdrygnęła się słysząc jego głos i ponownie przymknęła oczy. – Idź spać…
- A ty? Dlaczego śpisz tutaj?
Dziewczyna szarpnęła się lekko a w jej oczach pojawiły się łzy, jednak zamiast cokolwiek powiedzieć pokręciła tylko głową szepcząc cicho. – Nie ważne…
Młody Malfoy westchnął ciężko.
- Chodź, zaprowadzę Cię do dormitorium chłopaków, prześpisz się dziś u nich. – pomógł jej się podnieść i zachęcająco popchnął ją w stronę schodów. – Łóżko Theo i tak jest wolne, a ja śpię z Mioną.
- Nie… - zatrzymała się odwracając się w jego stronę wyraźnie ożywiona – nie będę tam spała!
- Mam znów zostać sama z tym .. – zacięła się lekko widząc karcące spojrzenie Draco. – Z Blaisem? – imię chłopaka z trudem przeszło jej przez gardło.
- A wolisz nabawić się bólu kręgosłupa na najbliższy tydzień? –zapytał prowadząc ją już do dormitorium. Dziewczyna pokręciła tylko głową.
- Dziękuję…
- Nie masz za co – blondyn odpowiedział trochę szerszym uśmiechem otwierając przed nią drzwi – a Blaisem się nie przejmuj. Wbrew pozorom nie jest taki, jakiego przed Tobą udaje.
Elisabeth prychnęła.
- Prędzej wyrośnie mi na dłoni kaktus niż w to uwierzę.
Chwilę później oboje byli już w luksusowo wystrojonym dormitorium chłopaków, lecz o dziwo Blaisa nigdzie nie było. Dopiero po kilku sekundach dotarł do nich szum wody w łazience.
- To ja już pójdę. – Draco przytulił ją delikatnie a dłonią wskazał ogromne łoże Theodora. – Czuj się jak u siebie, a jak Blaise wyjdzie to mu powiedz, że pozwoliłem Ci się tu przespać. W końcu jesteśmy Ci winni chociaż tyle…
- Dzięki… - Elisabeth uśmiechnęła się do niego blado i od razu transmutowała ubranie w swoją ulubioną granatową koszulkę na ramiączkach i różowe spodenki, a następnie położyła się na łóżku i gdy tylko usłyszała odgłos zamykanych drzwi, zaczęła cicho płakać w poduszkę.

♥♥♥♥♥♥♥♥

Blaise stał pod strumieniem gorącej wody z zamkniętymi oczami. Rozmyślał nad tym co się dzisiaj wydarzyło. Nie mógł zrozumieć, jak Theo mógł zrobić coś takiego. Przecież to on był najrozsądniejszy z całej ich paczki. Nie dawał łatwo ponieść się emocjom. Zawsze opanowany. Cierpliwy. Spokojny. Zabini westchnął, zakręcił kurek i wyszedł spod prysznica nago stając przed lustrem. Niemal nieświadomie sięgnął po ręcznik i zaczął wycierać swoje wysportowane ciało. Jednak jego myśli nadal kierowały się w stronę czarnowłosego przyjaciela.
Po upływie kilku minut, chłopak przepasany jedynie ręcznikiem na biodrach wyszedł z łazienki. Kiedy zobaczył na łóżku Nott kogoś innego niż on sam, stanął jak wryty. Po chwili dopiero udało mu się zidentyfikować tą osobę. Podszedł do niej i trochę groźnym głosem zapytał:
- Co Ty tu do cholery robisz?
Przestraszona, odwróciła się w jego stronę ukazując zapłakane oblicze i wyszeptała ledwo słyszalnym głosem - Będę tu spała… - odchrząknęła i powiedziała trochę mocniejszym głosem – Draco mi pozwolił…
- A dlaczego masz tu spać? Przecież masz swój pokój – jego groźny głos zmienił się na zdziwiony. Po chwili jednak przypomniał sobie. – To przez Theo?
Dziewczyna jednak milczała i spuściła wzrok. Kiedy po kilku minutach chłopak nie uzyskał odpowiedzi zbliżył się do niej i podniósł jej głowę biorąc w swoje palce jej brodę.
- Powiesz mi?
- Tak… Moja najlepsza przyjaciółka wybrała przyjęcie do naszego wspólnego dormitorium prawie obcego chłopaka zamiast usiąść ze mną na łóżku i wysłuchać moich żalów… - żałośnie pociągnęła nosem i znów zwinęła się w kłębek wywijając się z jego lekkiego uścisku. Nieusatysfakcjonowany taką odpowiedzią chłopak obszedł łóżko i usiadł z drugiej strony.
- Możesz… Powiedz mi co leży ci na sercu… - powiedział to o dziwo łagodnym głosem. Dziewczyna uniosła głowę i popatrzyła mu w oczy a po chwili znów się rozpłakała. Blaise nie zastanawiając się długo, po prostu ją przytulił i zaczął mruczeć słowa pocieszenia.
- Hej… Nie płacz… Zobacz – posadził ją sobie na kolanach nadal tuląc do siebie – ktoś umarł? Nie… Nie było też żadnego ataku na szkołę ani zamachu na ministra… - parsknął cichym, ale dźwięcznym śmiechem, ale już po chwili się uspokoił. – Poznałem was trochę podczas... Naszego ostatniego spotkania… - niechętnie wrócił do tamtego okresu. – Twoja przyjaciółka była gotowa nam pomóc we wszystkim, mimo iż wcale nas nie znała. Wydaje mi się, że po prostu ma taki a nie inny charakter…
Elsa pokręciła głową i mimowolnie wtuliła twarz w jego szyję. – To nie znaczy, że tak musiała mnie odtrącić…
- Myślę, że była tak przejęta tym co się stało, że o Tobie po prostu zapomniała… Pewnie niechcący, ale jednak… - Blaise zaczął odruchowo gładzić ją po plecach. W końcu już nie raz dziewczyna wtulała się tak w niego.
- Ale to zabolało… - po jej twarzy znów zaczęły płynąć gorące łzy.
- Cii… Wiem… - chłopak westchnął ciężko. – Już nie płacz… Wszystko będzie dobrze…
Ślizgonka uniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały, a usta niebezpiecznie znalazły się bardzo blisko siebie…

♥♥♥♥♥♥♥♥

Draco obudził się niechętnie, gdyż czegoś mu obok siebie brakowało. Rozglądnął się po pokoju i zauważył brak swojej ukochanej. Nie zważając, że jest nagi wstał i zaczął jej szukać.
- Skarbie? Gdzie jesteś? – zapytał zaniepokojony tym zniknięciem. Zawsze to on wstawał jako pierwszy.
- Tutaj… - doszedł do niego w końcu cichy głos swojej dziewczyny. Czym prędzej udał się do łazienki. Jednym mocnym szarpnięciem otworzył drzwi i z impetem wszedł do środka. Hermiona pochylała się nad sedesem a jej ciałem wstrząsały torsje. Podszedł do niej i dotknął jej czoła.
- Co się dzieje? – odgarnął jej włosy.
Zamiast odpowiedzieć dziewczyna tylko pokręciła głową i powoli wstała. Na lekko chwiejnych nogach podeszła do umywalki i przepłukała usta.
- Pójdę się położyć… - wyszeptała cicho i spojrzała na Draco. – Pomożesz mi dojść do łóżka?
Chłopak bez słowa wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka, gdzie dodatkowo przykrył ją kołdrą i sam ułożył się obok. Gryfonka od razu wtuliła się w niego. Nie chciała mówić Draco, dlaczego zastał ją w takiej sytuacji. Miał teraz za dużo na głowie.
- Powiesz mi dlaczego wymiotowałaś? – odezwał się po chwili milczenia. Brązowooka uśmiechnęła się lekko.
- To chyba jakieś zatrucie… Zaraz mi przejdzie… Muszę się tylko chwilę zdrzemnąć… - mimo wszystko dziewczynie było przykro, że chłopak niczego nie zauważył ani się nie domyślił. Draco za to pokiwał głową i pocałował ją w policzek.
- Odpoczywaj kochanie… Na pierwszej lekcji mamy eliksiry więc jakoś wytłumaczę Cię przed Snapem.
- Dobrze… - ledwo zamknęła oczy a niemal od razu zapadła na nowo w sen.
Blondyn obserwował ją przez kilka minut, a później wstał, wziął szybki prysznic i po ubraniu się zawołał do siebie jednego ze skrzatów z poleceniem, aby ten obudził jego ukochaną za godzinę i przyniósł jej śniadanie po czym pocałował ją jeszcze raz i wyszedł z jej dormitorium. Zamyślony udał się do Wielkiej Sali, nie odpowiadając nawet na żadne powitania. Usiadł obok przebierającego w jedzeniu Blaisea. Zabini wyglądał na zmęczonego i lekko przybitego. Draco w myślach stwierdził, że to przez Theodora, gdyż przyjaciel bardzo się o niego martwi.
- Cześć, jakieś wieści? – blondyn nabrał sobie na talerz jajecznicy i w przeciwieństwie do kumpla od razu zabrał się za jedzenie.
- Jeszcze się nie obudził… - westchnął i upił trochę kawy, której nieomal od razu nie wypluł, gdyż zobaczył zmierzającą w jego kierunku Elisabeth. – A ona tu czego… - warknął pod nosem zanim dziewczyna zdążyła do niego dotrzeć.
- O, cześć, Elsa – Draco uśmiechnął się do niej – coś się stało? – dziewczyna nie odpowiedziała ani słowa, tylko wyjęła z torby książkę, położyła ją obok Blaisa i rzucając mu pełne smutku i rozgoryczenia spojrzenie po prostu odeszła.
Diabeł tylko westchnął i dopił kawę, a następnie powiedział krótko w stronę blondyna.
- Zrozumienie kobiecej logiki jest bardzo trudne… - Po tych słowach wstał, zabrał książkę przyniesioną przez szatynkę i wyszedł z Sali.
Draco ze zdziwieniem obserwował scenę, która przed chwil ą miała miejsce. Nic z tego nie zrozumiał. Jednak sądząc po zachowaniu błękitnookiej Blaise musiał jej coś zrobić. Westchnął ciężko i stracił ochotę na dalsze jedzenie. Odsunął od siebie talerz z jajecznicą i wstał z zamiarem wyjścia z Sali, kiedy wpadł na Pansy, która uśmiechnęła się wyniośle.
- Witam wielbiciela szlam – młody Malfoy słysząc wzgardzoną przez siebie obelgę rzucił Czarnej wkurzone spojrzenie.
- Wyrażaj się – dziewczyna prychnęła.
- Stajesz się miękki, Dracusiu. – powiedziała, specjalnie zmiękczając imię szarookiego. - Czyżbyś już zapomniał, jak tępiłeś dzieci mugolskiego pochodzenia? – przysunęła się bliżej jego, żeby nikt nie słyszał jej dalszej wypowiedzi – nie pamiętasz już, jak z rozkazu Czarnego Pana zabijałeś i torturowałeś niewinnych?
Draco z każdym jej słowem bladł na twarzy. Nienawiść do samego siebie, do dawnych czasów wzrosła w nim gwałtownie. Z trudem nabierał powietrza przez zaciśnięte gardło. Obrazy, niczym potop zalewały jego umysł. Tortury Hermiony w Malfoy Manor. Znów tylko patrzył. Nie potrafił, nie mógł jej pomóc. Jeśli wykonałby jakikolwiek ruch w jej stronę sam by zginął.
- Zejdź mi z oczu, zanim i tobie zrobię krzywdę. – powiedział tonem, którego temperatura osiągnęła chyba zera absolutnego.
- Oj, Dracusiu, Dracusiu… Jaki ty jesteś głupiutki – powiedziała z przekąsem i teatralnie klepnęła go w ramię jak to nieraz robią przyjaciele – Myślisz, że kiedyś Ci się uda zapomnieć? – roześmiała się – Raczej nigdy, kochaniutki…
Draco już zdążył wyjąć różdżkę i chciał przekląć ją czymś paskudnym, ale Mopsica nagle zmieniła ton.
- Nie widziałeś może mojego ukochanego Theo? – zapytała z udawaną słodyczą.
Blondyn z ledwością zachowywał zimną krew.
- Nawet gdybym wiedział, to Tobie nigdy bym o tym nie powiedział – warknął, odwrócił się do niej plecami i szybko opuścił Wielką Salę, odprowadzany czujnym wzrokiem swojego wujka i udał się do lochu, gdzie za chwilę miała odbyć się lekcja eliksirów.

♥♥♥♥♥♥♥♥

Gdy Rosalie się obudziła, jej wzrok od razu spoczął na chłopaku śpiącym w jej łóżku. Okazało się jednak, że zamiast spać, Theo wpatruje się w nią swoimi czarnymi oczami.
- Obudziłeś się… - stwierdziła szeptem, a na jej usta wypłyną bardzo delikatny uśmiech. – Myśleliśmy, że będziesz nieprzytomny kilka dni…
- Po co to zrobiłaś? – zapytał zachrypniętym głosem po kilku minutach patrzenia na nią beznamiętnym wzrokiem.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- A co zrobiłam?
- Dlaczego mnie uratowałaś… - wytłumaczył obojętnym tonem. Rose zassała głośno powietrze.
- Miałam pozwolić Ci umrzeć? – pokręciła głową trudem powstrzymując drżenie głosu. – Nigdy…
Chłopak nie odezwał się ani słowem, tylko z lekkim trudem odwrócił się do niej plecami skrzętnie ukrywając to, że mimo tego, że dziewczyna siedząca obok niego, niemalże obca, powiedziała mu coś takiego. Pansy nigdy nie pomyślałaby o czymś takim… Właśnie… Pansy… - jego serce boleśnie się zacisnęło – to koniec. Już nigdy nie pozwoli się jej nawet do niego odezwać. Nie pozwoli się skrzywdzić po raz kolejny. Jego rozmyślania przerwał cichy głos.
- Wypij to… - niechętnie odwrócił się do szatynki, która trzymała w dłoni flakonik z jakimś płynem. – to eliksir uzupełniający krew… Jeśli nie wypijesz to będziesz czuł mdłości…
Chłopak pokręcił głową.
- Nie chce nic takiego – powiedział, czym zirytował dziewczynę.
- Albo to wypijesz po dobroci, albo wleję Ci go siłą. – zagroziła. Theo popatrzył na nią chwilę milczeniu, a następnie bez słowa wziął eliksir i wypił go do dna, na co na usta Rose wpłyną szczery, chociaż lekki uśmiech.
- Chcesz coś zjeść? – zapytała, odbierając od niego pustą buteleczkę.
- Nie. Chciałem umrzeć, ale mi przeszkodziłaś. – warknął cicho Theodor, ale po kilku sekundach uświadomił sobie, że musiał ją bardzo tym zranić, gdyż z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Zerwała się szybko z fotela i zniknęła w łazience, rzucając na pomieszczenie zaklęcie wyciszające, żeby nikt nie słyszał jej szlochu.
Nott w tym czasie kilka razy próbował się podnieść, a gdy wreszcie mu się udało, nie ukrywał uśmiechu samozadowolenia. Mimo zawrotów głowy zrobił kilka kroków w stronę drzwi. Nie potrzebuje, żeby ktoś się nim opiekował. Postanowił, że za kilka dni znów spróbuje. Po co ma żyć? Dla kogo? Na pewno nie dla tej suki, która przez ostatni czas śmiała się nazywać jego dziewczyną. Dopiero teraz zaczął dostrzegać jaka naprawdę była w tym okresie. Leciała na jego kasę. Chłopaki ostrzegali go przed nią. Ale on głupi jej zaufał. Powoli przesuwał się w stronę drzwi. Jednak w pewnej chwili nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a zawroty głowy stały się tak silne, że chłopak osunął się na podłogę tracąc przytomność.
Słysząc zamieszanie w pokoju, zapłakana Rosalie od razu wybiegła z łazienki. Jej wzrok padł na bezwładne ciało leżące na podłodze. Szybko podeszła do niego i sprawdziła puls. Odetchnęła z ulgą wyczuwając na jego szyi tętno. Za pomocą czarów przeniosła go z powrotem na łóżko i okryła kocem. Patrzyła na niego chwilę, ale niemal natychmiast odwróciła wzrok.
- Jak on mógł tak powiedzieć – rozmyślała, a do jej oczu znów napłynęły łzy. Potrząsnęła głową i podeszła do okna. Przecież obiecała sobie, że już nigdy żaden chłopak jej nie zrani. Jednak to znów się stało… Zacisnęła pięści.
- To już ostatni raz… - wyszeptała cicho. Wzięła głęboki oddech i zawołała skrzata, żeby przyniósł jej śniadanie dla dwojga, a sama siadła przy biurku i zaczęła przerabiać dzisiejszy materiał, jaki będą brali na zajęciach. Draco obiecał usprawiedliwić ich jakoś u ich opiekuna. Po zjedzeniu lekkiego posiłku, bez reszty pochłonęła ją nauka.

♥♥♥♥♥♥♥♥

Draco w ostatniej chwili wpadł do Sali eliksirów i zajął miejsce obok Blaisa. Miejsce zajmowane przez Theodora było puste. Tak samo jak miejsce Rosalie. I Hermiony. Kilka sekund po nim do klasy wszedł Mistrz Eliksirów powiewając swoimi szatami.
- Strona trzysta.dziewięćdziesiąt.cztery. – powiedział niemalże szeptem, ale i tak większość uczniów natychmiast zamilkła przestraszona. – Dzisiaj na ocenę w parach ugotujecie Amortencję. – zatrzymał się przy pustej ławce, w której teoretycznie powinien siedzieć Draco z Hermioną. Warknął cicho – Granger. I Nott. – rozglądnął się po Sali. – Oraz Blade. Gdzie są? Ktoś potrafi mi odpowiedzieć?
Chłopaki popatrzyli po sobie, ale to Draco się odezwał:
- Hermiona jest chora… A Rosalie i Theo… - zaciął się na chwilę. – Theodor miał ważne sprawy Prefektów, a Rose… Jest z Hermioną.
Blondyn wstrzymał oddech na widok furii malującej się na twarzy Profesora.
- SZLABAN. DLA WSZYSTKICH NIEOBECNYCH. – z jego wypowiedzi wiało arktycznym chłodem. Uciszył spojrzeniem mającego się odezwać Dracona. – A jeśli ktoś chce do nich dołączyć, to zapraszam jutro o godzinie 20. – omiótł salę wzrokiem. – Zaczynamy zajęcia.
Uczniowie powoli przygotowywali składniki. Kiedy już wszystko było porozkładane na stołach, po Sali znów rozniósł się zimny głos nauczyciela.
- Anderson, nie będziesz pracować sama, tak dobrze nie ma.
Dziewczyna tylko pokiwała głową i czekała na to kogo przydzieli do niej.
- Zabini, idziesz do Anderson, Draco popracuje dzisiaj z Potterem.
- Nie ma mowy! – odezwały się cztery głosy.
- Minus dziesięć punktów dla każdego za niewykonywanie poleceń nauczyciela. – powiedział to w sposób, jakby mówił o pogodzie.
Zaciskając zęby, Blaise przeniósł się do Elisabeth. Draco z dużym oporem usiadł obok Złotego Chłopca. Elsa odsunęła się jak najdalej od chłopaka. Zabini uśmiechnął się złośliwie.
- Wczoraj nie uciekałaś tak ode mnie.
Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
- Wczoraj było wczoraj a dzisiaj jest nowy dzień – zakończyła ciszej, a po chwili wprost wyszeptała – zabierzmy się za eliksir…
Brunet pokiwał głową i oboje zabrali się do pracy. Żadne z nich się nie odzywało. Blaise z politowaniem patrzył, jak szatynka z trudem i niezdarnie kroiła składniki drążącymi rękoma. Kiedy po raz kolejny źle posiekała korzeń mandragory wyjął jej z dłoni nóż.
- Daj to, bo do jutra nie skończymy amortencji – po chwili ciszy dodał – niezdaro.
- Słyszałam – warknęła. – W takim razie skoro jestem niezdarą to radź sobie sam z tym wszystkim.
- O ile się nie mylę to jest praca zespołowa – posłał jej wkurzone spojrzenie. – Jak mi nie pomożesz to zgłoszę to Snapeowi , a on nie będzie wyrozumiały.
Bez zastanowienia wypaliła:
- To mnie przeproś. Chyba należy mi się słowo przepraszam.
Prychnął tylko i zabrał się do pracy.
- Zabini nie przepraszają – stwierdził. – A teraz dodaj kolejny składnik.
Pociągnęła nosem, a do kociołka z eliksirem wpadła jedna jej łza. Nie zauważyła tego, tylko po prostu wrzucała do środka skórkę pomarańczy. Jednak ta jedna łza spowodowała, że w kociołku zaczęło niebezpiecznie bulgotać, po czym cała zawartość zamieniła się w twardą skałę. Blaise odwrócił się w jej stronę z furią.
- No i co Ty najlepszego narobiłaś?! Zepsułaś wszystko!
- To przez Ciebie… - powiedziała cicho.
- No oczywiście, przecież zawsze musi być moja wina! – warknął na nią i zaczął wszystko od nowa. – A Ty niczego nie dotykaj – syknął – jednak wolę to robić sam…
Zraniona, usiadła na krześle i zaczęła przeglądać książkę z trudem powstrzymując cisnące się do jej oczu łzy. Zabini w ciszy przygotował eliksir ignorując zapachy, które przyprawiały go o zawrót głowy. Nigdy wcześniej robiąc ten specyfik nie odczuwał takich emocji. Pociągnął z lubością nosem, a do jego nozdrzy dotarł odurzający zapach kawy latte macchiato i czegoś jeszcze… Zaciągnął się raz jeszcze.
- Wanilia? – wymruczał pod nosem.
- Mówiłeś coś? – zapytała Elsa podnosząc głowę znad książki.
- Na pewno nie do Ciebie –warknął i skupił się na dokończeniu wywaru.
Za to dziewczyna patrzyła chwilę na skupioną już twarz partnera i sama wróciła do przeglądania przepisów. Wolała się już więcej do niego nie odzywać. Wczoraj i tak mu za dużo powiedziała. Nie powinna była się tak otwierać. W końcu to jej wróg. Chciał ją skrzywdzić. Westchnęła cicho. Już więcej nie będzie spała w dormitorium chłopaków. To źle na nią wpływa. Poddaje się emocjom, które wcześniej były dla niej obce. To przez niego. Przez tego, który teraz siedzi obok niej i niemal ze znudzeniem miesza w kociołku. Jednego mu nie mogła odmówić: po tym wszystkim nadal zachowuje się bez zmian. Jest tym samym dupkiem, który doprowadza jej krew do wrzenia. Podniosła wzrok i zamyślona wpatrywała się w tablicę. Tak bardzo potrzebowała z kimś porozmawiać. Ale jej przyjaciółka była przecież bardzo zajęta… Zupełnie obym facetem… W jednym musiała zgodzić się z irytującym pacanem. Rose miała miękkie serce. Potrafiła pomagać zupełnie nieznanym ludziom. Nie ważne, czy oni później się odwdzięczali, czy odchodzili. Ona nie potrafiła obojętnie przejść obok cierpienia człowieka. Taka już była jej natura.
Z rozmyślania wyrwał ją Snape, który oceniał już ich eliksir. Jak się okazało był jednym z najlepiej przygotowanych.
- Plus 15 punktów dla Slytherinu – powiedział beznamiętnym głosem. – I proszę się przygotować na następną lekcję. Dzisiejsza była tylko rozgrzewką przed trudniejszymi rzeczami.
Po skończonej lekcji, Elsa wyszła pierwsza z sali nawet nie oglądając się za siebie. Chciała znaleźć się jak najdalej od Blaisa. Czuła do niego niechęć i odrazę. Bardzo żałowała tego, że właśnie tak ją potraktował. Westchnęła cicho wspinając się po schodach. Postanowiła zajrzeć do Rose i szczerze z nią porozmawiać, skoro i tak miała teraz godzinę przerwy między zajęciami. Musiała tylko szybko podejść do biblioteki po jakąś lekturę uzupełniającą... Inaczej nie poradzi sobie w tym roku z eliksirami...
Gdy tylko załatwiła sprawę w bibliotece, od razu udała się do ich wspólnego dormitorium. Weszła do środka i od razu zauważyła przyjaciółkę, która właśnie sprawdzała czy Theo ma gorączkę.
- Bardzo przeszkadzam? - zapytała cicho.
Rose pokręciła głową ze smutnym wyrazem twarzy, podeszła do niej i mocno przytuliła pociągając nosem. Elisabeth zaskoczona tym gestem objęła ją mocno. Wiedziała, że to będzie ciężka rozmowa. - - Co się stało ? ­ zapytała cicho Rose, siadając z nią na łóżku tyłem do Theodora.
Elsa pokręciła głową. ­ To na razie nie jest takie ważne... ­ wskazała podbródkiem na śpiącego chłopaka ­ Co z nim?
Wzruszyła ramionami. ­ Obudził się rano... ­ przygryzła wargę.
- I? - ­ przyjaciółka odniosła wrażenie, że nie tylko u niej coś się wydarzyło. - Proszę, opowiedz mi, co się stało, widzę że jesteś smutna.
Znów się w nią wtuliła. 
- Bo jak się obudził... To... To miał pretensje... Po co go uratowałam...­ - jej oczy zaszły łzami - a później, jak mu już dałam wypić eliksir na uzupełnienie krwinek i zapytałam, czy chce coś zjeść to mi odpowiedział .. ­ zacięła się.
- Co ci odpowiedział? - Anderson poczuła jak ból i rozpacz przyjaciółki pochłania również i ją. Z jej
oczu również mimowolnie zaczęły płynąć łzy.
- Że jedynie co chciał to umrzeć, a ja mu w tym przeszkodziłam... - wyszeptała.
Dziewczyna głośno wciągnęła powietrze i popatrzyła ze współczuciem na przyjaciółkę. Żadna z
nich nie wiedziała jednak, że ktoś je podsłuchuje. Ktoś, kto nigdy nie myślał, że komuś może na
nim zależeć tak bezinteresownie. On przecież nie chciał. A i tak ją zranił. Wbrew sobie, widział ból
w jej oczach. Łzy. Smutek. Czy tak powinno się traktować kogoś, kto uratował Ci swoje własne,
nędzne życie? ­ pomyślał i westchnął niby przez sen. Dziewczyny nawet nie zwróciły na niego
uwagi, gdyż były zajęte czymś innym. Elsa mocno tuliła do siebie przyjaciółkę i szeptała, żeby nie
przejmowała się tym co on mówi, że jest w szoku i takie tam. Ale Rose nie mogła się przemóc,
żeby jej uwierzyć. Po prostu musiała się jej wypłakać, a później wszystko znów będzie tak jak
powinno, kiedy założy swoją maskę.
Mocno przytulona do swojej przyjaciółki wylewała wszystkie łzy, które powoli przynosiły jej
ukojenie. Po kilkunastu minutach pociągnęła ostatni raz nosem i uśmiechnęła lekko do Elsy.
- Dziękuję... Już mi lepiej...
Druga Ślizgonka również się uśmiechnęła i pocałowała ją w czoło.
- Cieszę się... - zawahała się - wiesz... Spałam wczoraj w łóżku Theo... Znowu … Bo... Było mi strasznie przykro z powodu tego, że wybrałaś jego, a nie mnie... - dokończyła cicho.
- Przepraszam... - westchnęła. - To był... impuls .. Wiesz jaka jestem... Czasem najpierw robię, a później dopiero myślę... Ale ja po prostu czułam, że muszę mu pomóc... Mimo, że później zachował się tak, jak się zachował...
Elsa pokiwała tylko głową.
- Wybaczysz mi?
- Oczywiście, że tak - pogłaskała ją po włosach
- Jesteś wielka - uśmiechnęła się i zmieniła temat. - A mówił coś Snape ?
- Mhm... Jutro musicie stawić się u niego na szlaban...
Westchnęła.
- Wiedziałam, że on nam nie odpuści... Pewnie na tym jednym się nie skończy...
- Oj, nie bądź już smutna... - niebieskooka powiedziała to jakoś tak bez przekonania.
Patrzyła chwilę na nią uważnie.
- Co Cię gryzie skarbie ?
- Ja... Przespałam się z Blaisem... - wyrzuciła to w końcu z siebie.
- Co? ­ szczęka dziewczyny opadła w dół.
Po tych słowach dziewczyna rozszlochała się na dobre.
- Proszę, ja... Ja teraz już wiem, że to był błąd... Nie oceniaj mnie...
Rozpacz przyjaciółki otrząsnęła ją z szoku. Szybko przytuliła ją do siebie.
- Cii... Nie mam zamiaru nikogo oceniać... - powiedziała czule i spokojnie. - Zmusił Cię do tego?
Elsa pokręciła głową, a Rose wyszeptała: - Opowiesz mi?
Wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać...
♥♥♥♥♥♥♥♥

Ich usta powoli zbliżały się do siebie aż w końcu połączyły się. Blaise ostrożnie muskał wargi Elsy zachęcając ją do zabawy. Ona poczuła, że to właśnie tego potrzebuje. Przymknęła oczy i
rozchyliła usta, pozwalając tym samym na pocałunek, który najpierw delikatny, przerodził się w coś namiętnego i brutalnego. Nie otworzyła oczu, jednak poczuła, że chłopak zjeżdża z pieszczotami na jej szyi. Najpierw składał na niej lekkie jak piórko pocałunki, a później zatapiał w niej swoje zęby
sprawiając, że dziewczyna cichutko jęczała. Wsunął dłoń pod jej koszulkę i dotknął jej piersi... Pieścił ją najlepiej, jak potrafił, co w jego przypadku znaczyło, że Elsa powinna być w siódmym niebie. I tak właśnie było. Pomógł jej zapomnieć o swoich problemach i smutkach. Chwilę później ich ubrania zaczęły fruwać po dormitorium. Nie minęła minuta jak oboje byli nadzy i głodni siebie. Chłopak ułożył się wygodnie między jej udami i zaczął całować wnętrze jej uda, a później przeniósł się tuż nad jej gorącą kobiecość.
 - Blaise... Proszę... - była tak bardzo zdesperowana. W tym momencie tak bardzo go potrzebowała. Nie liczyło się dla niej już nic innego. Chłopak uśmiechnął się tylko wrednie i polizał jej pulsującą grudkę, ale niemal natychmiast przeniósł się na jej brzuch zostawiając ją niezaspokojoną. Powtórzył ten sam schemat kilka razy, za każdym razem potęgując jęki i błagania dziewczyny.
 - Chcesz mnie? - ­mruknął cicho i ugryzł ją lekko we wnętrze uda.
Nie była w stanie odpowiedzieć, tylko pokiwała głową, a wtedy on podciągnął się wyżej i wziął w usta jej sutek, jednocześnie wchodząc w nią mocno i narzucając od razu szybkie tempo.
Nawet nie poczuł, jak przebił błonę dziewiczą dziewczyny, która wygięła się w łuk i krzyknęła cicho. Wziął to za okrzyk przyjemności. Jego poprzednie kochanki też tak reagowały. W jej oczach pojawiły się łzy, ale on nawet tego nie zauważył, pochłonięty dawaniem i braniem rozkoszy.
- Och tak maleńka... - pocałował ją w galopujący puls na jej szyi poruszając się w jednym i tym samym tempie. - Jesteś taka ciasna...
Wystarczyło kilka ruchów, żeby dziewczynę dopadł nieziemski orgazm, a czując to, chłopak
również osiągnął w niej swoje spełnienie i oddychając szybko, opadł obok niej biorąc ją w swoje ramiona. Pocałował ją w czoło, jak to zawsze miał w zwyczaju i ziewnął.
- Byłaś boska...
- Dzięki... - powiedziała cicho z trudem powstrzymując łzy. Uświadomiła sobie co właśnie się
stało. Przeżyła swój pierwszy raz z kimś, kogo nienawidzi... Ze wzajemnością zresztą...
Za to Blaise uśmiechnął się, wstał i nie krępując się swoją nagością udał się do łazienki zostawiając ją samą. Ona zaklęciem założyła swoją piżamę, zwinęła się w kłębek i zacisnęła powieki próbując zasnąć. Jednak wyrzuty sumienia dręczyły ją teraz podwójnie. Słyszała, jak wrócił, ale udała, że śpi.
Zabini widząc ją śpiącą, sam również położył się na swoim łóżku i po kilku minutach już smacznie
chrapał.

♥♥♥♥♥♥♥♥

Nie mogła przestać płakać tuląc się do przyjaciółki.
- I... I... On... Potraktował mnie jak tanią dziwkę... - wyszeptała.
Rose płakała razem z nią.
- Och skarbie... Tak bardzo mi przykro... Nie tak powinien wyglądać Twój pierwszy raz...
Nagle Elsa wyprostowała się i szybkim ruchem wytarła swoje łzy.
- Trudno... Co się stało już się nie odstanie. Muszę żyć dalej - podniosła się z łóżka. -­ Pójdę już... Za chwilę zaczynam Zielarstwo.
- Porozmawiamy wieczorem? - również się podniosła i przytuliła ją jeszcze raz. - Przy lampce wina i kubełku lodów.
Anderson uśmiechnęła się smutno i wskazała na chłopaka. - A co z nim?
- Rzucimy Muffiato i nic nie usłyszy.
- W takim razie do wieczora... - uśmiechnęła się blado i wyszła z dormitorium zakładając torbę na ramię.
Odprowadziła ją wzrokiem, a następnie oparła się o drzwi i ukryła twarz w dłoniach.
- Niepotrzebnie tu przyjechałyśmy... - wyszeptała sama do siebie. Westchnęła ciężko i nie patrząc na Theo usiadła na szerokim parapecie i zapatrzyła się w widok za oknem. Nadal nie była świadoma tego, że chłopak słyszał każde ich słowo.
- Inaczej... bym już nie żył... - powiedział cicho chłopak, który powoli otworzył oczy.
Podskoczyła i omal nie spadła z parapetu. Odwróciła szybko głowę w jego stronę z przerażoną miną.
- Ile... Ile słyszałeś? - wyszeptała.
- Dużo... - westchnął - ja... przepraszam...
Zeszła z parapetu przybierając maskę obojętności i spokoju.
- Nic co tutaj słyszałeś nie może opuścić pokoju, rozumiesz?
- Nie musisz mi tego mówić, wiem Co to znaczy.
Pokiwała głową, po czym podeszła do niego i przywołując do siebie eliksir na oczyszczenie ran powoli ściągnęła z jego ręki opatrunek.
- Teraz może zapiec...
Kiedy opatrywała mu rany, cały czas patrzył w tym kierunku i mimo, że bardzo go to bolalo, nie dał tego po sobie poznać ani razu. Powoli przemywała mu ranę, a kiedy była już czysta świeżym bandażem opatrzyła mu ją ponownie i to samo zrobiła z drugą ręką. Po kilku minutach skończyła.
- Możesz się teraz zdrzemnąć... - machnęła różdżką i brudne gaziki oraz bandaże zniknęły. - Albo rób co chcesz...
- Ja... Nie chciałem Cię zranić... - zaczął, kiedy ona zdążyła się odwrócić.
- Ale to zrobiłeś... - powiedziała cicho nawet się nie odwracając. - Ale to, że Ci na to pozwoliłam to moja wina... Więc jesteśmy kwita.
- Wybacz mi... - w jego głosie słychać było coś jakby... żal?
- Po co? - w końcu się odwróciła. - Żebyś znów mógł zrobić to samo za jakiś czas?
Theo nic nie odpowiedział, tylko podniósł się delikatnie do pozycji siedzącej i wyciągnął do niej rękę chcąc, żeby się przytuliła. Od razu się przy nim znalazła i lekko popchnęła na poduszki dotykając jego torsu.
- Połóż się... Powinieneś leżeć...
Pociągnął ja delikatnie w swoją stronę i przytulił do swojego ciała. Przez chwilę się opierała, ale w końcu poddała się temu i wtuliła w niego.
- Przepraszam... Nie powinnam tego mówić...
- Ja też przepraszam... - mimo, że na początku nie tuliła go mocno, jego serce i tak zabiło mocniej. Uśmiechnęła się delikatnie. Było jej tak dobrze... Ale zaraz do jej świadomości dotarł istotny fakt - on ma dziewczynę... Odsunęła się od niego powoli. Nie mógł jej zatrzymać. Chciał, żeby została przy nim na dłużej, ale przecież nie można nikogo zmuszać do miłości. Znów się uśmiechnęła.
- Odpoczywaj... Ja w tym czasie się pouczę.
- Poczytasz mi? -zapytał z nadzieją - Ja będę odpoczywać a Ty będziesz się uczyć siedząc obok.
- No dobrze... A z czego chcesz się pouczyć?
Uśmiechnął się delikatnie.
- Z obrony przed czarną magią...
Przywołała odpowiednią książkę i zaczęła czytać interesujący ją rozdział.
W ten sposób razem spędzili całkiem miłe kilka godzin, nie tylko czytając, ale również wymieniając między sobą uwagi.

♥♥♥♥♥♥♥♥

Witajcie!
Wybaczcie, że na kolejny rozdział musieliście czekać tak długo. Nie mam nic na swoje wytłumaczenie, ale przepraszam Was z całego serca.
Jest mi trochę przykro, że pod rozdziałami jest tak niewiele komentarzy. To trochę deprymujące i zastanawiam się, czy kontynuować pisanie czy po prostu dać sobie spokój.
Jednak jeśli chcecie dalej czytać przygody Naszych bohaterów to zostawcie po sobie jakiś ślad. Będzie mi bardzo miło.
A na koniec chciałam Wam życzyć, spóźnionego, ale szczęśliwego Nowego Roku :)
Pozdrawiam,
Wasza SEL ♥♥♥